Rozdział 2

POLECAM PRZY TYM ROZDZIALE SŁUCHAĆ PIOSENKI
THIRTY SECONDS TO MARS - 100 SUNS


- Co jest? - Max ponowił pytanie bardziej się we mnie wtulając. Nie wiedziałam jak zacząć, co powiedzieć, żeby dobrze zrozumiał. Po chwili ciszy brunet wstał i usiadł przede mną. Na początku patrzałam na podłogę, nie potrafiłam spojrzeć w jego oczy. - Hej - powiedział podnosząc moją głowę. - Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
- Ja.. - zaczęłam podnosząc wzrok i zatrzymując go na jego oczach. - Ja nie wiem co się ze mną dzieje. Tęsknię za tatą, nie zadzwonił, a powinien. Ja nawet nie wiem czy on jeszcze żyje! - prawie krzyknęłam, łzy płynęły mi po policzkach jak z wodospadu. Głos mi drżał, świat się zamazywał, ale dokładnie widziałam Maxa. Po raz pierwszy patrzałam w oczy mojego przyjaciela w ten sposób. Widziałam w nich coś, czego nie widziałam u innych chłopaków, nigdy. Patrzył głęboko w moje oczy, jakby w duszę. Bał się o mnie, troszczył. Teraz do mnie dotarło, zawsze gdy potrzebowałam pomocy on przy mnie był, rozumiał mnie jak nikt inny, znosił wszystkie moje humory, te złe i te lepsze, uśmiechał się do mnie tak, jak nie uśmiechał się do innych, tylko on mógł do mnie dotrzeć, kiedy miałam złe dni i leżałam cały dzień w łóżku, nikt nie potrafił ze mną rozmawiać, ale wystarczyło jedno jego słowo, które sprawiało, że cała złość do świata znikała. Czułam się przy nim bezpiecznie, dawał mi ciepło. Chociaż ma inne zainteresowania to pamiętam, jak bardzo się cieszył ze mną, kiedy dostałam moją pierwszą koszulkę Thirty Seconds To Mars, pojechał ze mną nawet na koncert, mój pierwszy koncert Marsów, niezapomniany, śpiewał i tańczył razem z nami wszystkimi, pamiętam te wszystkie wyjazdy hen daleko, czasem z Alice, czasem sam na sam, bał się o mnie, gdy byłam w niebezpieczeństwie, nawet najmniejszym, rozmawiał, gdy było coś nie tak, wyjaśniał, gdy nie rozumiałam, pocieszał, gdy byłam smutna, nigdy nie widziałam go smutnego, zatroskany owszem, ale nie smutny. Powoli łączyłam fakty i docierało do mnie, co czuje do mnie Max i.. co ja do niego czuję. Z tego zamyślenia wyrwał mnie fakt, iż nie czułam już tego ciepła, nie było przy mnie mojego przyjaciela, którego chyba.. kocham. Rozglądnęłam się, ale nigdzie go nie było, po chwili jednak zobaczyłam go schodzącego po schodach. Przyniósł moje pudełko na zdjęcia. Usiadł koło mnie i uśmiechnął się delikatnie.
- Pomyślałem, że może trochę starych wspomnień poprawi Ci humor - powiedział kładąc sobie pudełko na kolanach i otulając mnie ramieniem.
- Okay, powspominajmy - powiedziałam cichym głosem, po czym uśmiechnęłam się do bruneta. Ten odwzajemnił tym samym, wziął chusteczkę i wytarł mi oczy. Przez długi czas wspominaliśmy stare czasy, znaleźliśmy zdjęcia z koncertu, z wycieczki nad morzem, miałam tam jedno zdjęcia, na którym był tylko Max, zdjęcie wyszło bosko i bez jego wiedzy, ale nie chciałam, by o tym wiedział. Było też kilka fotografii, na których jesteśmy małymi dziećmi i trzymamy się za rękę. Momentalnie spojrzeliśmy na siebie uśmiechnięci a nasze twarze były bardzo blisko siebie. Ciekawe, czy patrzałam wtedy na Maxa tak, jak on na mnie.
- Jen - zaczął niepewnie. - Myślę, że się w Tobie zakochałem - trochę mnie to zadziwiło, ale pozytywnie. Wiedziałam, co do mnie czuje i już wtedy byłam pewna swoich uczuć co do niego.
- Max, ja chyba też Cię kocham - powiedziałam, po czym delikatnie się uśmiechnęłam.
- Ile bym dał, by ta słodka, różowa główka była moją różową główką - nasze twarze były coraz bliżej, bliżej.
- Nie wystarczy wiele, jeden dobry krok i można osiągnąć wszystko - odpowiedziałam. Chciałam tego, on też tego chciał. Moja twarz zbliżała się do jego, nasze usta lgnęły do siebie niczym pszczoła do różowego kwiatka. I się stało, pocałunek nie trwał długo, ale jak dla mnie to jedne z lepszych chwil, które udało mi się przeżyć, sekundy dłużyły się w nieskończoność. Zmieniając pozycję na wygodniejszą karton ze zdjęciami spadł z kolan Maxa i upadł na ziemię rozrzucając zdjęcia w odległe krańce salonu, ale wtedy nie bardzo nas to obchodziło. Jeszcze chwilę mogliśmy się cieszyć sobą, gdyż niespodziewanie przestraszył nas dzwonek do drzwi.

~...~

Tak, jest drugi. Trochę się nad nim męczyłam, trudno było mi wejść w skórę Jenny, by jak najbardziej realistycznie i emocjonalnie to wyszło, ale ocenę zostawiam Wam Miśki :*

Rozdział 1.

*ITS TIME TO DO OR DIEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!11 I WILL NEVER FORGET, THE MOMENT, THE MOMENT!!!!1*
- Fuck, kto dzwoni? - powiedziałam sobie. - Gdzie jest ten walony telefon?! AAAAA!! - dzwonek grał coraz głośniej, a ja dalej nie mogłam go znaleźć.
*I WILL NEVER FORGET, THE MOMENT. AND THE STORY GOES OOOOOOOOOOOOOOOOOOO-*
- Mam cię! Słucham? - spytałam do telefonu z nadzieją na usłyszenie dobrych wieści.
- Dzień dobrhy, czy dodzhwoniłem sieh do Jennhy Leto? - odezwał się głos w telefonie, po czym wybuchł głośnym śmiechem, co uniosło kąciki moich ust mocno w górę.
- Tak, przy telefonie - powiedziałam śmiejąc się.
- Wstałaś już? Zresztą, co ja się pytam, pewnie znowu zgubiłaś telefon i go szukałaś - westchnął Max, tak, tym głosem był mój przyjaciel.
- Nie, tym razem chciałam posłuchać Marsów.
- Spoko, ubieraj się i do szkoły, bo się spóźnisz na angielski! - karcił mnie Max. Tak.. Od jakiegoś czasu totalnie olałam angielski, ale i tak mam z niego 6, nauczycielka mnie lubi, a poza tym chodzę na wszystkie konkursy. Spojrzałam w stronę półki z nagrodami i dyplomami, które mnożą się w niewyobrażalnym tempie.
- No ale..
- Nie ma żadnego "ale". ubieraj się. Za 10 minut będę pod Twoim domem, buziaki - pożegnał się Max i rozłączył. W tym momencie do pokoju weszła dumna i miałcząca Cheetah.
- Co jest koteczku? Ty to masz fajnie, nic tylko leżysz i śpisz. Też bym tak chciała - powiedziałam głaszcząc moją kotkę. Potem wstałam z łóżka, otworzyłam szafę i westchnęłam głośno.
- Poddaję się, nie mam nic do ubrania - podeszłam do iPoda i wcisnęłam przycisk PLAY. Cały mój pokój i część domu wypełniła się rytmicznymi melodiami gitary i słodkim głosem Jareda. - Teraz mogę się ubierać - wzięłam kilka rzeczy z szafy i ubrałam, co dało taki efekt. Dzisiaj miałam zobaczyć Alice pierwszy raz od czasu wycieczki, na której była dwa tygodnie bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Zeszłam na dół zjeść śniadanie do melodii Bright Light, zrobiłam sobie kanapkę i zjadłam ją kilkoma kęsami. Myjąc zęby leciało w tle Up in The Air, kiedy usłyszałam znajomy klakson. Opłukałam usta, spojrzałam w lustro widząc moją twarz i burzę różowych włosów, uśmiechnęłam się ,pokazując ząbki, i pobiegłam do samochodu Maxa. 
- Lecimy dzisiaj do Galerii Sztuki* pośmiać się z kiepskich rzeźb i obrazów, idziesz z nami? - spytał, kiedy staliśmy na światłach.
- Musowo, może schowali już tą pannę, która wygląda jakby miała problemy z żołądkiem - powiedziałam, po czym razem z Maxem wpadliśmy w śmiech. - Mam dziś wolną chatę, wpada Al i będziemy oglądać koncerty Marsów, wpadasz?
- Nie wiem, nie jestem pewny, czy moje uszy wytrzymają wasze piski, krzyki i komplementy w stronę Jareda i czy moja koszulka wytrzyma darcie i wycieranie waszych łez szczęścia - powiedział, po czym uśmiechnął się tak szeroko jakby chciał mnie połknąć. Uświadamiając sobie, jaką mam w tej chwili minę, złapał mnie za rękę i złożył na niej delikatny pocałunek, co od razu przywróciło mój dobry nastrój. Wjeżdżaliśmy na parking, gdy ujrzałam znajomą sylwetkę i te dwukolorowe włosy, tak, to była Alice. Ledwo co zaparkowaliśmy, wyskoczyłam z auta i biegłam w stronę Al, kiedy to drogę zagrodziła mi Vicki. 
- Hej Różowa, co tam? - zapytała żując obleśnie gumę.
- Co Cię to obchodzi. Niech zgadnę, wcale Cię to nie obchodzi. Jeśli możesz zejdź mi z drogi to nie będzie problemów - uśmiechnęłam się do niej i już miałam  robić manewr wymijający, ale Vicki zrobiła krok w bok i nie mogłam przejść. - Chcesz coś jeszcze?
- Od Ciebie, skądże - powiedziała z pogardą, ale potem się rozglądnęła, podeszła bliżej, tak, że z łatwością mogłam poczuć jej perfumy, słodki smak czystego zła. - Słyszałam, że lubisz 30 Seconds To Mars?
- Hmm, tak, lubię, i co z tego?
- Akurat tak się złożyło, że tatuś kupił mi dwa bilety na tych cieniasów - ajć. Ostatnie słowo zabolało, wkurzyłam się wtedy na maksa. Na szczęście w porę złapał mnie Max, bo inaczej przyłożyłabym tej landrynie. - O, hej Maxiu. Co tam u Ciebie?
- Odwal się, Vicki - odparł Max, biorąc mnie na barana. - Cel, Alice!
- Yay! - powiedziałam takim słodkim głosikiem, że poczułam jak Maxowi miękną kolana, a potem zobaczyłam pod sobą jego śmiejącą się mordkę. - Narazka, Schmidt, buziaczki - powiedziałam wysyłając buziaka Vicki. Idąc w stronę Alice udawałam, że głowa Maxa to perkusja i zrobiłam mini koncert tylko dla nas dwóch. Podchodziliśmy już do Alice, zeszłam z barków Maxa, zakradłam się do dziewczyny i zakryłam jej oczy dłońmi.
- Kto tam? - zapytała z uśmiechem na ustach łapiąc moje dłonie. Jej melodyczny głos przyprawił mnie o zimne dreszcze, tak dawno go nie słyszałam. Odwróciła się i obie wpadłyśmy sobie w ręce. Max stał metr za mną i z uśmiechem patrzył na nas, jakby był dumnym ojcem.
- Al, nie ogarniesz jak ja się za Tobą stęskniłam. Musisz mi wszystko opowiedzieć co robiłaś, gdzie byłaś, wyglądasz bosko! - gadałam jak najęta do przyjaciółki a ona wpatrywała się we mnie ze śmiechem na ustach.
- Spokojnie, Jen, wszystkiego się dowiesz. Mam dla Ciebie niespodziankę, ale powiem Ci to później - powiedziała Alice, po czym mocno ją przytuliłam. 
Lekcje mijały bardzo szybko, pewnie dlatego, że cały czas Al mówiła mi gdzie była, co robiła. Razem z rodzicami wyjechali gdzieś na północ od Derby, bardzo daleko, jej rodzice mają tam dalekich znajomych, którym pomagali w przeprowadzce. Alice poznała tam dziewczynę o imieniu Dylan, jest w naszym wieku, pomagała w planowaniu jej nowego pokoju. Dowiedziała się też, że Dylan ma brata, który ma 19 lat, nazywa się Jake. Zwierzała się, że spodobał jej się od razu, ale nie ma pewności, czy z wzajemnością. Po lekcjach razem z Maxem poszliśmy do tego muzeum, bawiliśmy się świetnie udając z Al znawców sztuki. Tego mi brakowało.
- To co, wpadasz do mnie dzisiaj na noc? Czas na kolejną partyjkę Marsów. Dawno tego nie robiłyśmy - zapytałam Al, kiedy staliśmy na parkingu.
- Hmm, namówiłaś mnie - wyszczerzyła się brunetka. - Tylko nie wiem, czy dam radę się tak wydzierać jak zawsze, boję się, że stracę głos.
- Okay, jeszcze się zdzwonimy - powiedziałam żegnając się z Al. - Jedziemy, Max? Max. MAX!
- Co? - spytał zdezorientowany Max.
- Możemy już jechać? - odpowiedziałam patrząc na niego z troską w oczach.
- Tak, proszę, wsiadaj - odpowiedział otwierając mi drzwi. Uśmiechnęłam się do niego, wsiadł do samochodu i ruszyliśmy.
- O czym tak myślałeś? - spytałam po chwili patrząc w jego oczy.
- Nie, o niczym. Nic ważnego, na tyle ważnego, żebyś chciała wiedzieć, takie tam męskie sprawy. Nuda - wymigiwał się Max. Spojrzałam na niego moim morderczym wzrokiem, co od razu skłoniło go do gadania. - No dobra, myślę co Ci kupić na urodziny. Kończysz za niedługo 17 lat a ja kompletnie nie wiem co chciałabyś dostać.
- Aww, słodki jesteś - powiedziałam mierzwiąc mu delikatnie włosy. Uśmiechnął się nieśmiało, ale zauważyłam, że się nieco denerwuje. Przestałam to robić czując wstyd.
- Chyba jednak przyjdę dzisiaj do Ciebie, wezmę ze dwie koszulki i będziecie mogły w nie płakać ile chcecie - powiedział po ciągnących się w nieskończoność sekundach ciszy.
- To ja poproszę tą z Supermanem - powiedziałam uśmiechając się. - Al myślę, że będzie ładnie wyglądać w tej zielonej z Pigmanem.
- Załatwione, coś jeszcze sobie życzysz? - spytał zatrzymując się przed moim domem i spoglądając w moje oczy. Uśmiech znikł mi z twarzy, pojawiła się troska.
- Po prostu przyjdź i nie zamartwiaj się już moimi urodzinami. Znasz mnie na tyle, że wiesz, co chciałabym dostać najbardziej - powiedziałam ujmując jego dłoń w moje. - Pamiętaj, że jeżeli coś Cię dręczy to możesz mi powiedzieć
- Pamiętam.
- No - powiedziałam uśmiechając się. - A teraz zmykaj do domu, i może przynieś jakieś chipsy. 
Wyszłam z auta i czekałam aż odjedzie. Potem weszłam do domu, udałam się do swojego pokoju, torbę rzuciłam gdzieś w kąt i zasiadłam do laptopa. Jared dodał wpis na twittera.
- Och, Jared.. Dlaczego inni nie są tacy jak Ty? - powiedziałam patrząc się w monitor, po czym wstałam, włączyłam iPoda i przebrałam się w coś wygodniejszego. Poszłam do kuchni zrobić płatki z mlekiem. Potem rozsiadłam się na kanapie w salonie i włączyłam telewizor, by obejrzeć jakiś film. Usłyszałam trzask drzwi samochodowych i mimowolnie spojrzałam w stronę korytarza mając nadzieję, że zaraz do domu wejdzie pożądana osoba. Tą osobą był tata. Pracuje jako oficer i prowadzi różne akcje wojenne, obronne. Nie ma go dniami, tygodniami, miesiącami.. Strasznie się o niego boję, chociaż nie widuję go za często, nie wiem jak mogłabym sobie bez niego poradzić. Od czasu do czasu dzwoni, żeby się spytać co u mnie, ale rozmawiamy zazwyczaj krótko. Mama pracuje w jakiejś korporacji i w domu jest tylko w godzinach, kiedy jestem w szkole. Nie mam rodzeństwa i w od samotności pomaga mi uciec Cheetah i moim przyjaciele. Z tego zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Podbiegłam do nich i wstrzymując oddech szybko otworzyłam.
- Hej - powiedział Max podnosząc głowę. Ze smutkiem wypuściłam powietrze. Max trzymał w jednej ręce kwiaty, czerwone róże, a w drugiej torbę. Widząc mój ból wszedł szybko do mojego domu, położył kwiaty i torbę na stoliku do kawy. Ja nadal stałam przed otwartymi drzwiami, Max podszedł do mnie, wziął za rękę, zamknął drzwi i zaprowadził na kanapę. Kazał mi usiąść i poszedł do kuchni zrobić kakao, co zajęło mu mało czasu. Stojąc nade mną podał mi różowy kubek z napisem I ♥ 30STM a potem usiadł ze mną przytulając mnie od tyłu i kładąc głowę na moim barku.
- Co jest? - spytał. Słyszałam w jego głosie troskę. Bał się, że coś mi się stało. Przez to wszystko potrafiłam tylko zamknąć oczy i przegryźć wargę próbując powstrzymać łzę smutku, która chciała się pochwalić jak ładnie błyszczy w świetle lamp. 



~...~