*ITS TIME TO DO OR DIEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!11 I WILL NEVER FORGET, THE MOMENT, THE MOMENT!!!!1*
- Fuck, kto dzwoni? - powiedziałam sobie. - Gdzie jest ten walony telefon?! AAAAA!! - dzwonek grał coraz głośniej, a ja dalej nie mogłam go znaleźć.
*I WILL NEVER FORGET, THE MOMENT. AND THE STORY GOES OOOOOOOOOOOOOOOOOOO-*
- Mam cię! Słucham? - spytałam do telefonu z nadzieją na usłyszenie dobrych wieści.
- Dzień dobrhy, czy dodzhwoniłem sieh do Jennhy Leto? - odezwał się głos w telefonie, po czym wybuchł głośnym śmiechem, co uniosło kąciki moich ust mocno w górę.
- Tak, przy telefonie - powiedziałam śmiejąc się.
- Wstałaś już? Zresztą, co ja się pytam, pewnie znowu zgubiłaś telefon i go szukałaś - westchnął Max, tak, tym głosem był mój przyjaciel.
- Nie, tym razem chciałam posłuchać Marsów.
- Spoko, ubieraj się i do szkoły, bo się spóźnisz na angielski! - karcił mnie Max. Tak.. Od jakiegoś czasu totalnie olałam angielski, ale i tak mam z niego 6, nauczycielka mnie lubi, a poza tym chodzę na wszystkie konkursy. Spojrzałam w stronę półki z nagrodami i dyplomami, które mnożą się w niewyobrażalnym tempie.
- No ale..
- Nie ma żadnego "ale". ubieraj się. Za 10 minut będę pod Twoim domem, buziaki - pożegnał się Max i rozłączył. W tym momencie do pokoju weszła dumna i miałcząca Cheetah.
- Co jest koteczku? Ty to masz fajnie, nic tylko leżysz i śpisz. Też bym tak chciała - powiedziałam głaszcząc moją kotkę. Potem wstałam z łóżka, otworzyłam szafę i westchnęłam głośno.
- Poddaję się, nie mam nic do ubrania - podeszłam do iPoda i wcisnęłam przycisk
PLAY. Cały mój pokój i część domu wypełniła się rytmicznymi melodiami gitary i słodkim głosem Jareda. - Teraz mogę się ubierać - wzięłam kilka rzeczy z szafy i ubrałam, co dało taki
efekt. Dzisiaj miałam zobaczyć Alice pierwszy raz od czasu wycieczki, na której była dwa tygodnie bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Zeszłam na dół zjeść śniadanie do melodii
Bright Light, zrobiłam sobie kanapkę i zjadłam ją kilkoma kęsami. Myjąc zęby leciało w tle
Up in The Air, kiedy usłyszałam znajomy klakson. Opłukałam usta, spojrzałam w lustro widząc moją twarz i burzę różowych włosów, uśmiechnęłam się ,pokazując ząbki, i pobiegłam do samochodu Maxa.
- Lecimy dzisiaj do Galerii Sztuki* pośmiać się z kiepskich rzeźb i obrazów, idziesz z nami? - spytał, kiedy staliśmy na światłach.
- Musowo, może schowali już tą pannę, która wygląda jakby miała problemy z żołądkiem - powiedziałam, po czym razem z Maxem wpadliśmy w śmiech. - Mam dziś wolną chatę, wpada Al i będziemy oglądać koncerty Marsów, wpadasz?
- Nie wiem, nie jestem pewny, czy moje uszy wytrzymają wasze piski, krzyki i komplementy w stronę Jareda i czy moja koszulka wytrzyma darcie i wycieranie waszych łez szczęścia - powiedział, po czym uśmiechnął się tak szeroko jakby chciał mnie połknąć. Uświadamiając sobie, jaką mam w tej chwili minę, złapał mnie za rękę i złożył na niej delikatny pocałunek, co od razu przywróciło mój dobry nastrój. Wjeżdżaliśmy na parking, gdy ujrzałam znajomą sylwetkę i te dwukolorowe włosy, tak, to była Alice. Ledwo co zaparkowaliśmy, wyskoczyłam z auta i biegłam w stronę Al, kiedy to drogę zagrodziła mi Vicki.
- Hej Różowa, co tam? - zapytała żując obleśnie gumę.
- Co Cię to obchodzi. Niech zgadnę, wcale Cię to nie obchodzi. Jeśli możesz zejdź mi z drogi to nie będzie problemów - uśmiechnęłam się do niej i już miałam robić manewr wymijający, ale Vicki zrobiła krok w bok i nie mogłam przejść. - Chcesz coś jeszcze?
- Od Ciebie, skądże - powiedziała z pogardą, ale potem się rozglądnęła, podeszła bliżej, tak, że z łatwością mogłam poczuć jej perfumy, słodki smak czystego zła. - Słyszałam, że lubisz 30 Seconds To Mars?
- Hmm, tak, lubię, i co z tego?
- Akurat tak się złożyło, że tatuś kupił mi dwa bilety na tych cieniasów - ajć. Ostatnie słowo zabolało, wkurzyłam się wtedy na maksa. Na szczęście w porę złapał mnie Max, bo inaczej przyłożyłabym tej landrynie. - O, hej Maxiu. Co tam u Ciebie?
- Odwal się, Vicki - odparł Max, biorąc mnie na barana. - Cel, Alice!
- Yay! - powiedziałam takim słodkim głosikiem, że poczułam jak Maxowi miękną kolana, a potem zobaczyłam pod sobą jego śmiejącą się mordkę. - Narazka, Schmidt, buziaczki - powiedziałam wysyłając buziaka Vicki. Idąc w stronę Alice udawałam, że głowa Maxa to perkusja i zrobiłam mini koncert tylko dla nas dwóch. Podchodziliśmy już do Alice, zeszłam z barków Maxa, zakradłam się do dziewczyny i zakryłam jej oczy dłońmi.
-
Kto tam? - zapytała z uśmiechem na ustach łapiąc moje dłonie. Jej
melodyczny głos przyprawił mnie o zimne dreszcze, tak dawno go nie
słyszałam. Odwróciła się i obie wpadłyśmy sobie w ręce. Max stał metr za
mną i z uśmiechem patrzył na nas, jakby był dumnym ojcem.
-
Al, nie ogarniesz jak ja się za Tobą stęskniłam. Musisz mi wszystko
opowiedzieć co robiłaś, gdzie byłaś, wyglądasz bosko! - gadałam jak
najęta do przyjaciółki a ona wpatrywała się we mnie ze śmiechem na
ustach.
- Spokojnie, Jen, wszystkiego się dowiesz. Mam
dla Ciebie niespodziankę, ale powiem Ci to później - powiedziała Alice,
po czym mocno ją przytuliłam.
Lekcje mijały bardzo
szybko, pewnie dlatego, że cały czas Al mówiła mi gdzie była, co robiła.
Razem z rodzicami wyjechali gdzieś na północ od Derby, bardzo daleko,
jej rodzice mają tam dalekich znajomych, którym pomagali w
przeprowadzce. Alice poznała tam dziewczynę o imieniu Dylan, jest w
naszym wieku, pomagała w planowaniu jej nowego pokoju. Dowiedziała się
też, że Dylan ma brata, który ma 19 lat, nazywa się Jake. Zwierzała się,
że spodobał jej się od razu, ale nie ma pewności, czy z wzajemnością.
Po lekcjach razem z Maxem poszliśmy do tego muzeum, bawiliśmy się
świetnie udając z Al znawców sztuki. Tego mi brakowało.
-
To co, wpadasz do mnie dzisiaj na noc? Czas na kolejną partyjkę Marsów.
Dawno tego nie robiłyśmy - zapytałam Al, kiedy staliśmy na parkingu.
-
Hmm, namówiłaś mnie - wyszczerzyła się brunetka. - Tylko nie wiem, czy
dam radę się tak wydzierać jak zawsze, boję się, że stracę głos.
- Okay, jeszcze się zdzwonimy - powiedziałam żegnając się z Al. - Jedziemy, Max? Max. MAX!
- Co? - spytał zdezorientowany Max.
- Możemy już jechać? - odpowiedziałam patrząc na niego z troską w oczach.
- Tak, proszę, wsiadaj - odpowiedział otwierając mi drzwi. Uśmiechnęłam się do niego, wsiadł do samochodu i ruszyliśmy.
- O czym tak myślałeś? - spytałam po chwili patrząc w jego oczy.
-
Nie, o niczym. Nic ważnego, na tyle ważnego, żebyś chciała wiedzieć,
takie tam męskie sprawy. Nuda - wymigiwał się Max. Spojrzałam na niego
moim morderczym wzrokiem, co od razu skłoniło go do gadania. - No dobra,
myślę co Ci kupić na urodziny. Kończysz za niedługo 17 lat a ja
kompletnie nie wiem co chciałabyś dostać.
- Aww, słodki
jesteś - powiedziałam mierzwiąc mu delikatnie włosy. Uśmiechnął się
nieśmiało, ale zauważyłam, że się nieco denerwuje. Przestałam to robić
czując wstyd.
- Chyba jednak przyjdę dzisiaj do Ciebie,
wezmę ze dwie koszulki i będziecie mogły w nie płakać ile chcecie -
powiedział po ciągnących się w nieskończoność sekundach ciszy.
-
To ja poproszę tą z Supermanem - powiedziałam uśmiechając się. - Al
myślę, że będzie ładnie wyglądać w tej zielonej z Pigmanem.
-
Załatwione, coś jeszcze sobie życzysz? - spytał zatrzymując się przed
moim domem i spoglądając w moje oczy. Uśmiech znikł mi z twarzy,
pojawiła się troska.
- Po prostu przyjdź i nie
zamartwiaj się już moimi urodzinami. Znasz mnie na tyle, że wiesz, co
chciałabym dostać najbardziej - powiedziałam ujmując jego dłoń w moje. -
Pamiętaj, że jeżeli coś Cię dręczy to możesz mi powiedzieć
- Pamiętam.
- No - powiedziałam uśmiechając się. - A teraz zmykaj do domu, i może przynieś jakieś chipsy.
Wyszłam
z auta i czekałam aż odjedzie. Potem weszłam do domu, udałam się do
swojego pokoju, torbę rzuciłam gdzieś w kąt i zasiadłam do laptopa.
Jared dodał wpis na twittera.
- Och, Jared.. Dlaczego
inni nie są tacy jak Ty? - powiedziałam patrząc się w monitor, po czym
wstałam, włączyłam iPoda i przebrałam się w coś
wygodniejszego.
Poszłam do kuchni zrobić płatki z mlekiem. Potem rozsiadłam się na
kanapie w salonie i włączyłam telewizor, by obejrzeć jakiś film.
Usłyszałam trzask drzwi samochodowych i mimowolnie spojrzałam w stronę
korytarza mając nadzieję, że zaraz do domu wejdzie pożądana osoba. Tą
osobą był tata. Pracuje jako oficer i prowadzi różne akcje wojenne,
obronne. Nie ma go dniami, tygodniami, miesiącami.. Strasznie się o
niego boję, chociaż nie widuję go za często, nie wiem jak mogłabym sobie
bez niego poradzić. Od czasu do czasu dzwoni, żeby się spytać co u
mnie, ale rozmawiamy zazwyczaj krótko. Mama pracuje w jakiejś korporacji
i w domu jest tylko w godzinach, kiedy jestem w szkole. Nie mam
rodzeństwa i w od samotności pomaga mi uciec Cheetah i moim przyjaciele.
Z tego zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Podbiegłam do nich i
wstrzymując oddech szybko otworzyłam.
- Hej -
powiedział Max podnosząc głowę. Ze smutkiem wypuściłam powietrze. Max
trzymał w jednej ręce kwiaty, czerwone róże, a w drugiej torbę. Widząc
mój ból wszedł szybko do mojego domu, położył kwiaty i torbę na stoliku
do kawy. Ja nadal stałam przed otwartymi drzwiami, Max podszedł do mnie,
wziął za rękę, zamknął drzwi i zaprowadził na kanapę. Kazał mi usiąść i
poszedł do kuchni zrobić kakao, co zajęło mu mało czasu. Stojąc nade
mną podał mi różowy kubek z napisem I ♥ 30STM a potem usiadł ze mną przytulając mnie od tyłu i kładąc głowę na moim barku.
-
Co jest? - spytał. Słyszałam w jego głosie troskę. Bał się, że coś mi
się stało. Przez to wszystko potrafiłam tylko zamknąć oczy i przegryźć
wargę próbując powstrzymać łzę smutku, która chciała się pochwalić jak
ładnie błyszczy w świetle lamp.
~...~