POLECAM PRZY TYM ROZDZIALE SŁUCHAĆ PIOSENKI
THIRTY SECONDS TO MARS - 100 SUNS
- Co jest? - Max ponowił pytanie bardziej się we mnie wtulając. Nie wiedziałam jak zacząć, co powiedzieć, żeby dobrze zrozumiał. Po chwili ciszy brunet wstał i usiadł przede mną. Na początku patrzałam na podłogę, nie potrafiłam spojrzeć w jego oczy. - Hej - powiedział podnosząc moją głowę. - Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
- Ja.. - zaczęłam podnosząc wzrok i zatrzymując go na jego oczach. - Ja nie wiem co się ze mną dzieje. Tęsknię za tatą, nie zadzwonił, a powinien. Ja nawet nie wiem czy on jeszcze żyje! - prawie krzyknęłam, łzy płynęły mi po policzkach jak z wodospadu. Głos mi drżał, świat się zamazywał, ale dokładnie widziałam Maxa. Po raz pierwszy patrzałam w oczy mojego przyjaciela w ten sposób. Widziałam w nich coś, czego nie widziałam u innych chłopaków, nigdy. Patrzył głęboko w moje oczy, jakby w duszę. Bał się o mnie, troszczył. Teraz do mnie dotarło, zawsze gdy potrzebowałam pomocy on przy mnie był, rozumiał mnie jak nikt inny, znosił wszystkie moje humory, te złe i te lepsze, uśmiechał się do mnie tak, jak nie uśmiechał się do innych, tylko on mógł do mnie dotrzeć, kiedy miałam złe dni i leżałam cały dzień w łóżku, nikt nie potrafił ze mną rozmawiać, ale wystarczyło jedno jego słowo, które sprawiało, że cała złość do świata znikała. Czułam się przy nim bezpiecznie, dawał mi ciepło. Chociaż ma inne zainteresowania to pamiętam, jak bardzo się cieszył ze mną, kiedy dostałam moją pierwszą koszulkę Thirty Seconds To Mars, pojechał ze mną nawet na koncert, mój pierwszy koncert Marsów, niezapomniany, śpiewał i tańczył razem z nami wszystkimi, pamiętam te wszystkie wyjazdy hen daleko, czasem z Alice, czasem sam na sam, bał się o mnie, gdy byłam w niebezpieczeństwie, nawet najmniejszym, rozmawiał, gdy było coś nie tak, wyjaśniał, gdy nie rozumiałam, pocieszał, gdy byłam smutna, nigdy nie widziałam go smutnego, zatroskany owszem, ale nie smutny. Powoli łączyłam fakty i docierało do mnie, co czuje do mnie Max i.. co ja do niego czuję. Z tego zamyślenia wyrwał mnie fakt, iż nie czułam już tego ciepła, nie było przy mnie mojego przyjaciela, którego chyba.. kocham. Rozglądnęłam się, ale nigdzie go nie było, po chwili jednak zobaczyłam go schodzącego po schodach. Przyniósł moje pudełko na zdjęcia. Usiadł koło mnie i uśmiechnął się delikatnie.
- Pomyślałem, że może trochę starych wspomnień poprawi Ci humor - powiedział kładąc sobie pudełko na kolanach i otulając mnie ramieniem.
- Okay, powspominajmy - powiedziałam cichym głosem, po czym uśmiechnęłam się do bruneta. Ten odwzajemnił tym samym, wziął chusteczkę i wytarł mi oczy. Przez długi czas wspominaliśmy stare czasy, znaleźliśmy zdjęcia z koncertu, z wycieczki nad morzem, miałam tam jedno zdjęcia, na którym był tylko Max, zdjęcie wyszło bosko i bez jego wiedzy, ale nie chciałam, by o tym wiedział. Było też kilka fotografii, na których jesteśmy małymi dziećmi i trzymamy się za rękę. Momentalnie spojrzeliśmy na siebie uśmiechnięci a nasze twarze były bardzo blisko siebie. Ciekawe, czy patrzałam wtedy na Maxa tak, jak on na mnie.
- Jen - zaczął niepewnie. - Myślę, że się w Tobie zakochałem - trochę mnie to zadziwiło, ale pozytywnie. Wiedziałam, co do mnie czuje i już wtedy byłam pewna swoich uczuć co do niego.
- Max, ja chyba też Cię kocham - powiedziałam, po czym delikatnie się uśmiechnęłam.
- Ile bym dał, by ta słodka, różowa główka była moją różową główką - nasze twarze były coraz bliżej, bliżej.
- Nie wystarczy wiele, jeden dobry krok i można osiągnąć wszystko - odpowiedziałam. Chciałam tego, on też tego chciał. Moja twarz zbliżała się do jego, nasze usta lgnęły do siebie niczym pszczoła do różowego kwiatka. I się stało, pocałunek nie trwał długo, ale jak dla mnie to jedne z lepszych chwil, które udało mi się przeżyć, sekundy dłużyły się w nieskończoność. Zmieniając pozycję na wygodniejszą karton ze zdjęciami spadł z kolan Maxa i upadł na ziemię rozrzucając zdjęcia w odległe krańce salonu, ale wtedy nie bardzo nas to obchodziło. Jeszcze chwilę mogliśmy się cieszyć sobą, gdyż niespodziewanie przestraszył nas dzwonek do drzwi.
~...~
Tak, jest drugi. Trochę się nad nim męczyłam, trudno było mi wejść w skórę Jenny, by jak najbardziej realistycznie i emocjonalnie to wyszło, ale ocenę zostawiam Wam Miśki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz