Rozdział 3

Odsunęłam się od Maxa, a on poszedł otworzyć drzwi. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, co powiedzieć, czemu to się stało, czy kiedykolwiek spojrzę na tego bruneta inaczej. Z zamyślenia wyrwała mnie Alice machając wesoło ręką przed moją twarzą.
- Hej, co tam? - spytała, a jej głos po raz kolejny przyprawił mnie o gęsią skórkę, tak, zdecydowanie za nią tęskniłam.
- Hej - wysiliłam się na uśmiech, choć wiedziałam, że wygląda jakby ktoś narysował na mojej twarzy podwójne, poziome "S". - W sumie nic, czekamy tu na Ciebie - mówiąc to spojrzałam nieco na Maxa, ale jego wzrok nie był skierowany w moją stronę.
- No to co, zaczynamy? - spytała się Al. - Ey, co tu się działo? Czuję coś w powietrzu - rozejrzała się po suficie. - Czy to kakao?
- Ymm, - powiedziałam oniemiała - tak, właśnie robiłam Ci kakao, wiem jak bardzo je lubisz.
- Okay, to ja poczekam - powiedziała to rzucając się na kanapę.
Poszłam do kuchni i stojąc nad zlewem jeszcze chwilę się zastanawiałam co mam zrobić, gdy do kuchni wszedł Max, stanął w drzwiach i patrzył nieśmiało na mnie. Opłukałam twarz zimną wodą i wytarłam w ręcznik. Zaczęłam robić napoje, gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi kuchennych. Odwróciłam się, a po ujrzeniu, że Max dalej przy nich stoi wróciłam do zajęcia. 
- Posłuchaj - zaczął niepewnie brunet. - Przepraszam Cię, to chyba nie miało się tak potoczyć. Po prostu... Byłaś taka smutna i... 
- Bezbronna, huh? - powiedziałam ze łzami w oczach. - Myślałeś, że jeżeli teraz to zrobisz, nie będę miała siły, żeby Cię powstrzymać?! Nie będę mogła tego zrobić, bo znowu zostanę sama?!
- Nie. Nie chcę, żebyś została sama. Myślałem, że jeżeli teraz się dowiesz prawdy, to... Jakoś się pozbierasz, przestaniesz o tym myśleć i będziesz szczęśliwa.
- Prawdy?
- Tak, nie mówiłem Ci tego nigdy, - Max usiadł przy blacie naprzeciwko stojącej mnie - ale podobasz mi się, już od całkiem dawna, nie wiedziałem jak Ci to powiedzieć, ale to mnie coraz bardziej bolało, że nie mogę Cię przytulić, pocałować, patrzeć bez końca w Twoje oczy - śmieszne, mówiąc to patrzał na kubek stojący na blacie - i to tak mnie przygniotło, że wybrałem najgorszy moment z możliwych i chcę Cię przeprosić. Zapomnij o tym, proszę, jeżeli sprawia Ci to jakąś przykrość - skończywszy to nastąpiły sekundy ciszy, w których mogłam wszystko sobie w głowie poukładać, ale i tak do niczego nie doszłam. Postanowiłam podejść do tego bardziej spontanicznie, co ma być to będzie. Nim się zorientowałam Max wstał i kierował się ku drzwiom.
- Max - powiedziałam cicho. Czekoladowooki odwrócił się i spojrzał na mnie. Podeszłam do niego i przytuliłam. - To ja powinnam przeprosić, nie mogę obarczać Cię moimi problemami, zbyt emocjonalnie na to zareagowałam, tyle się wydarzyło ostatnio, to wszystko na mnie zadziałało tak, że się w ten sposób zachowałam. Fakt, nie był to może moment z moich snów, ale mogły być gorsze - kończąc uśmiechnęłam się do niego delikatnie i przyparłam do niego mocniej. 
- Hej, to znaczy, że o tym myślałaś? 
- Tylko czasami, zastanawiałam się jakby to było, gdybyśmy razem byli, nie wiem czy to nie zaburzyłoby naszej przyjaźni.
- Jen, znamy się tyle lat, nasza przyjaźń przetrwa wszystko, obiecuję - Max powoli zbliżał swoje usta do moich, ale powstrzymałam je palcem.
- Nie teraz, okay? - spytałam go patrząc na jego wargi. - Zanieś te miski i Pepsi do salonu.
Max zrobił smutną minkę i spuścił głowę. Nie chcąc, by znów poczuł się winny podeszłam do niego, podniosłam głowę i dałam buziaka w policzek.
- Tyle powinno wystarczyć, na razie - powiedziałam śmiejąc się do niego i wracając do przygotowywania kakaa.
Zbliżała się godzina rozpoczynająca każdy seans, więc usiedliśmy we trójkę na kanapie, kiedy to Max gwałtownie wstał. Podszedł do torby i wyjął z niej dwie koszulki, o które prosiłam i kilka paczek chipsów. 
- Kompletnie o nich zapomniałam, Max jesteś kochany - podeszłam i go przytuliłam. Chyba mi się to spodobało. Max rzucił nam po jednej koszulce, pachniały bosko, zupełnie jak Max.
- Teraz to możemy oficjalnie rozpocząć - powiedziałam wciskając PLAY na pilocie od DVD. I rozbrzmiała pierwsza piosenka, czyli Birth.
- O-mój - zaczęła Alice. - Jak ja tęskniłam za tym głosem. Spojrzałam na nią przytulona lekko do Maxa śmiejąc się. Alice była wpatrzona w ekran jak zahipnotyzowana. Korzystając z okazji lekko odwróciłam głowę i chciałam dać buziaka Maxowi, ale mnie uprzedził i rozpoczął słodki nalot na moje usta.
- Chyba mi się to spodoba - szepnęłam do niego dając ostatniego buziaka i wróciłam do oglądania koncertu Marsów. 
Gdy jeden się skończył postanowiliśmy zrobić sobie małą przerwę na to, by rozciągnąć kości, dwie godziny siedzenia w jednej pozycji ma swoje minusy. Od koncertowego nastroju wyrwał nas nagły telefon do Maxa. 
- Wybacz, muszę odebrać, to coś ważnego - powiedział szybko i wyszedł.
- Ciekawe kto dzwoni? - spytała się Al leżąc na oparciu kanapy.
- Nie mam pojęcia, ale miejmy nadzieje, że nic się nie stało - odpowiedziałam trochę wystraszona. 
- Nie mam siły oglądać kolejnego koncertu, jestem strasznie zmęczona - powiedziała Al ziewając.
- To pójdę do góry i przygotuję miejsce do spania - odrzekłam i udałam się do mojego pokoju i wszystko z podłogi przeniosłam na łóżko robiąc miejsce dla trzech materaców. Zawsze, gdy Alice u mnie nocuje, bądź ktokolwiek nie śpię u siebie w łóżku tylko razem z tą osobą na podłodze, nie cierpię się wywyższać. Kładąc poduszki poczułam czyjąś rękę na moim ustach i przypieranie do jakiejś osoby. Próbowałam krzyczeć, a że było ciemno nie widziałam kto to. Osoba i ja szliśmy tyłem po cichu, jego rękę ciągle miałam na ustach, więc próby krzyku na nic się nie zdały. Koleś zaprowadził mnie do łazienki, ale tym razem zasłonięte miałam także oczy, więc nic nie mogłam zobaczyć. W jednej chwili odsunął obie ręce trzymające moje usta i oczy i ukazała mi się z pozoru zwykła łazienka, ale na podłodze i w kilku innych miejscach były płatki kwiatów. Z początku nie rozumiałam co się dzieje, ale kiedy się odwróciłam wszystko wydało się jasne. Przede mną stał Max trzymający bukiet lilii, moich ulubionych kwiatów. Widziałam w jego oczach lekkie zdenerwowanie, nie wiedział jak na to zareaguje. Wzięłam od niego kwiaty , odłożyłam na bok i rzuciłam się na niego, a on oparł się o drzwi tak mocno, że aż trzasnęły, ale wtedy mnie to nie obchodziło. Mocno tuląc się do siebie wymienialiśmy pocałunki, te długie i te krótkie. Nie pamiętam ile to trwało, ale po wyjściu było słychać, że Alice już śpi. My również udaliśmy się do łóżek, Max zasnął w mgnieniu oka, ale ja miałam z tym lekkie problemy. Zeszłam na dół, usiadłam na kanapie z zapaloną świecą o zapachu wiśni. Podniosłam z podłogi zdjęcie, na którym ja i Max mamy po 10-12 lat i trzymamy się za ręce. Nawet nie usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach.
- O czym tak myślisz? - spytał mnie brunet siadając obok mnie i obejmując ręką.
- Zastanawiam się jak to będzie, jak długo ten nasz związek przetrwa - mówiłam patrząc w płomień świecy.
- Zdecydowanie za dużo rozmyślasz, daj się ponieść spontaniczności, choć raz - powiedział Max kierując moją głowę w stronę jego. W tym świetle jego oczy były jeszcze bardziej czekoladowe i głębokie. Złożyłam na jego ustach delikatnego buziaka, po czym zbliżyłam się do niego najbliżej jak się dało i zasnęłam.

~...~

Ale dłuuugi, ale nie chcę go dzielić na dwa. Tak, połączyłam Rozdział 1 z 2, ale stwierdziłam, że są one za krótkie, więc od teraz jest to jeden rozdział. Niestety posta z piosenką nie mogłam w jakikolwiek sposób połączyć z dwoma pozostałymi. Mam nadzieję, że dalsza historia Jenny Wam się podoba, Dylan i Jake powinni za niedługo zawitać, będzie też więcej kwestii dla Alice i może kilka zwrotów akcji? Zobaczymy co się wytworzy. :D 

Brak komentarzy: