Rozdział 4

Obudziłam się na kanapie, zauważając brak Maxa obok mnie. Rozejrzałam się i nie dowierzałam, bo salon aż błyszczał z powodu panującej w nim harmonii i porządku. "To mama" pomyślałam, uśmiech zagościł na mojej twarzy, więc wstałam i pobiegłam do swojego pokoju ubrać coś na siebie. Postawiłam na mroczny styl. Zrobiłam jeszcze kreski eyelinerem i zeszłam na dół. Od razu uderzyła mnie pyszna woń naleśników, więc z dużymi oczami i szerokim uśmiechem udałam się do kuchni. Zobaczyłam ją, stała, ubrana w kuchenny fartuszek, z mąką we włosach i na twarzy, niczym się nie różniła od innych, ale rozpoznałabym ją nawet gdyby postawili obok jej klona, moją mamę.
- Mamo... Tak dawno Cię nie widziałam - powiedziałam to tuląc się do niej. Tak, wiem, może się to wydawać dziwnie, że nie widuję mamy, skoro razem mieszkamy, ale ona pracuje w godzinach popołudniowych, wraca późno w nocy bądź nazajutrz, nawet w weekendy się nie mijamy, każda z nas ma co innego do zrobienia.
- Zrobiłam Ci naleśniki, kochanie - powiedziała do mnie.
Zasiadłyśmy razem do stołu, po raz pierwszy od tak dawna. Wydawało mi się jakbyśmy rozmawiały kilka dni, usta nam się nie zamykały, miałyśmy sobie tyle do powiedzenia. Dowiedziałam się, że wczoraj dzwonił do niej tata, przeżył i jest teraz bezpieczny, bo właśnie wracali i za niedługo do nas zawita. Słysząc to znieruchomiałam, chciałam skakać z radości, ale udało mi się jakimś cudem powstrzymać to pragnienie.
- W co Ty jesteś ubrana? - zapytała mama z udawaną złością. Spojrzałam na nią z wzrokiem mówiącym "że co?", po czym skończyliśmy jeść śniadanie w miłej atmosferze. Pakując drugie śniadanie to torby spytałam, co ona robi w domu o tej godzinie.
- Po tym telefonie od Twojego ojca byłam tak rozkojarzona, że postanowiłam wziąć trochę urlopu, pobyć z Tobą i tatą. A poza tym byłam już nieco zmęczona tą ciągłą pracą.
Pożegnałam się z nią i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki do uszu, włączyłam playlistę z Thirty Seconds to Mars i ruszyłam w stronę szkoły. Zbliżałam się już do budynku, gdy ktoś pociągnął mnie za rękę a potem poczułam słodki smak na ustach. Po kilku sekundach chłopak odkleił się od moich ust i uśmiechnął szeroko.
- Siema, co tam? - spytał patrząc mi w oczy. Przetrzymałam go przez dłuższy czas nic nie odpowiadając, tylko patrząc się na niego i uśmiechając. - Co się tak szczerzysz?
- A co? Nie mogę?
- Możesz, ale jak nie przestaniesz, to oszaleję - odpowiedział Max i znów zaczęliśmy się całować. Ustaliliśmy nikomu na razie nie mówić o naszym związku,  najpierw musieliśmy sprawdzić, czy to przetrwa wystarczający okres czasu. Pożegnaliśmy się przyjacielskim uściskiem i udaliśmy w przeciwne strony. Dochodząc do sali, w której miałam zajęcia słyszałam nieznany mi dotąd głos. Pędem weszłam do sali i ujrzałam ją, wzrok miała przeszywający, bo akurat spojrzała na mnie i skupiła uwagę całej klasy na różowowłosej nastolatce. W oddali widziałam zazdrośnie patrzącą Vicki, co dodało mi śmiałości. Podeszłam do dziewczyny z uśmiechem na ustach i usiadłam w ławce obok.
- Hej, jestem Jenny, miło mi Cię poznać - podałam jej rękę i uśmiechnęłam szeroko.
- Jenny? - spytała uśmiechając się. - Słyszałam dużo o Tobie, jestem Dylan.
W tej chwili zabrzmiał dzwonek szkolny. Wszyscy zajęli miejsca, lecz zabrakło jednej, ważnej osoby - Alice. Całe zajęcia przegadałam z Dylan, opowiadała mi o swoich tatuażach, jak się mieszka na północy UK i jak się cieszy, że nie jestem jakąś różową lafiryndą, bo by dzisiaj nie przeżyła. Dowiedziałam się, że Alice nie ma, bo pomaga, a Dylan z Jake'm mieli iść do szkoły, żeby poznać nowe osoby, uczyć się itd. Podsumowując, cały dzień miałam oprowadzać Dylan po szkole. Na najdłuższej przerwie chciałam zaprowadzić dziewczynę do miejsca, w którym zawsze siedzę z Al i Maxem. Idąc tam już z dala widziałam bruneta, siedział i najwyraźniej czekał. Zauważając nas wstał i skierował się w naszą stronę.
- Jakie ciacho - powiedziała Dylan. Spojrzałam na nią uśmiechnięta.
- Tak, cały Max.
Max był już blisko nas, uśmiechnął się do mnie szeroko, po czym podszedł i mnie przytulił dając niezauważalnego buziaka w policzek. Potem się wyprostował i podał serdecznie rękę w stronę Dylan.
- Cześć, jestem Max.
- Hej, Dylan, miło mi Cię poznać.
- Fajne masz tatuaże.
- Dzięki - odpowiedziała Dylan uśmiechając się zalotnie. Na szczęście Max zauważył co się dzieje i wracając w nasze miejsce szedł obok mnie a nie Dylan. Byliśmy już tam i usiedliśmy tak jak zwykle, czyli Max oparty o murek a ja siedziałam między jego nogami, zazwyczaj o niego oparta. Teraz była to dla nas idealna pozycja by pobyć przy sobie chociaż trochę czasu. Dylan dziwnie się na nas spojrzała.
- Wy jesteście razem? - spytała wskazując na nas palcem. Obojgu z nas serce przyśpieszyło, spojrzeliśmy znacząco na siebie i razem odpowiedzieliśmy "Nie". Dylan usiadła koło Maxa i zaczęliśmy rozmawiać, to o szkole, o zainteresowaniach, dowiedziałam się, że nie przepada za Thirty Seconds to Mars, co mnie trochę zaniepokoiło, gdyż Max również nie był ich wielkim fanem. Automatycznie bardziej wtuliłam się w mojego chłopaka, co Dylan znów potraktowała dziwnym spojrzeniem.
- Zimno mi - powiedziałam. Było to najgorsze kłamstwo jakie mogło kiedykolwiek paść, ponieważ zbliżaliśmy się do końca roku szkolnego i było całkiem ciepło.
- Chcesz iść do domu? - spytał Max patrząc mi w oczy, na co bez odrywania wzroku skinęłam głową. - To super, mi się też nie chce iść na pozostałe lekcje. Idziesz z nami, Dyl?
- Dyl? Podoba mi się - stwierdziła brunetka patrząc zalotnie na Maxa. - Niestety nie mogę, muszę sobie wyrobić dobrą opinię na mój temat i poszukać Jake'a.
Wstaliśmy i pożegnaliśmy się z Dylan przyjacielskim uściskiem. Wraz z brunetem szłam w stronę mojego domu a Dylan cały czas stała przy murku i wpatrywała się w nas. Kawałek szliśmy normalnie, jakby nic między nami nie było, ale tuż przed zakrętem poczułam nieśmiałe ruchy Maxa, to jak niezdarnie łapie mnie za rękę. Stanęłam i uśmiechnęłam się do niego. Widziałam, że brązowookiego trochę to speszyło. Podeszłam do niego cały czas patrząc się w jego oczy, mocno wplotłam moją rękę w jego, drugą złapałam jego policzek i dałam kilka buziaków. Szczęśliwa z tego ruchu uśmiechnęłam się szeroko do Maxa, ten odgarnął moją grzywkę, pochylił się i dał mi ostatniego, najsłodszego całusa, po czym udaliśmy się w dalszą drogę. Będąc już w domu rzuciłam tradycyjnie torbę na schody i poszłam do kuchni coś zjeść. Max usiadł na stołku naprzeciw mnie i obserwował, jak zajadam.
- Co? - spytałam.
- Nic, tak sobie myślę, że jak już się pobierzemy to będą potrzebne co najmniej dwie pełne lodówki, by Cię nakarmić - stwierdził Max kładąc głowę na blacie a ja omal się nie zakrztusiłam kanapką. Z trudem przełknęłam i spojrzałam na Maxa.
- Pobierzemy?
- No tak, - zaczął Max podnosząc głowę - chcę się z Tobą pobrać - po czym wrócił do poprzedniej pozycji. Patrzyłam na niego oniemiała, przewijając w głowie jego słowa "chcę się z Tobą pobrać".

~...~

Brak komentarzy: