Rozdział 6

Następnego dnia zbudził mnie nie budzik, ale dźwięk oznaczający, że ktoś do mnie dzwoni. Na pół przytomna, nie patrząc na ekran telefonu przyłożyłam go do ucha mówiąc przeciągłe "słucham".
- Śpisz? - usłyszałam męski głos. Otworzyłam dobrze oczy, usiadłam na łóżku, przeciągnęłam się i odpowiedziałam:
- Już nie.
- To dobrze. Jest dokładnie... Ósma czterdzieści dwie. Po kilku obliczeniach mamy godzinę i pięćdziesiąt osiem minut.
- Do czego?
- Wtedy wyjdziemy i pójdziemy pomagać w remoncie.
- Fuck, na śmierć zapomniałam - powiedziałam rzucając głowę na poduszkę z rezygnowaniem.
- Mogę Cię o coś prosić?
- Tak - powiedziałam po długim i głębokim wdechu.
Na spotkaniach z psycholog, z którą mama mnie umówiła nauczyłam się, że w różnych chwilach należy się uspokoić i na to właśnie pomaga głęboki wdech i wydech. Postanowiłam tutaj wykorzystać tę wiedzę i udało się.
- Wpuść mnie do domu, stoję tu od paru minut.
Po tych słowach jedyne co zrobiłam to rozłączyłam się i wzięłam jeszcze kilka głębokich wdechów. W końcu, po wielu przebytych walkach z samą sobą, wstałam i poszłam otworzyć drzwi. Stał w nich Max trzymając kwiaty - niebieskie róże. Na mojej twarzy zagościł uśmiech.
- Spokojnie, to dla Twojej mamy.
- Ha ha, bardzo śmieszne - powiedziałam ironicznie się uśmiechając.
Max wszedł do środka, by wstawić róże w wazonie, a ja w tym czasie się ubrałam. Włożyłam na siebie zwykłe jeansy i sweter, a do torby wrzuciłam strój, w którym będę pomagać. Zeszłam na dół do kuchni, w której czekał na mnie Max z kawą.
- Zrobić Ci coś do jedzenia na śniadanie? - spytał chłopak.
- Nie, zjemy coś na mieście, mamy jeszcze jakieś... pół godziny - odpowiedziałam patrząc na nadgarstek, jakby był tam zegarek.
Max spojrzał na mnie zmieszaną miną na co uśmiechnęłam się słodko. Wyszliśmy z domu dokładnie o 10:10 mijając moją mamę, która miała zamiar wejść do budynku.
- O! cześć mamo, czemu tak szybko z... - teraz uświadomiłam sobie, że mama przecież wzięła urlop. - Gdzie byłaś?
- Miałam krótkie spotkanie ze starym znajomym.
- Z Jacksonem? - spytałam unosząc brew. W akcie odpowiedzi otrzymałem skinienie głowy, na co moje serce zaczęło skakać z radości. Jackson Smith to najlepszy przyjaciel mojej mamy chyba od zawsze. Pamiętam, że jako mała dziewczynka wybierałam się z nim do różnych parków wodnych, linowych - wszędzie. Często mówiłam do niego "tato" , ale mój tata nic sobie z tego nie robił, czasem nawet się cieszył, że ma mnie z głowy. Pomimo częstotliwości przebywania z Jacksonem nie zmieniła się moja relacja z tatą. Razem z nim mamy wspólne tajemnice, różne hasła i znaki, które używamy po dziś dzień. -  I co u niego? Dawno go nie widziałam.
Nie doczekałam się odpowiedzi, gdyż Max dawał znaki, że musimy już iść, żeby być tam na czas, on jest strasznie punktualny, a punktualni ludzie chyba tak mają, że przejmują się czasem.
- Okay, powiesz mi jak wrócę.
- A Ty gdzie teraz idziesz?
- Do Dylan i Jake'a, pomagamy w przeprowadzce, remont, taka sytuacja - rzuciłam i udaliśmy się z Maxem do Burger Kinga. Zamówiliśmy jedzenie i usiedliśmy by je skonsumować.
- Hej, co jest? - spytałam bruneta. - Jesteś jakiś taki przybity.
- Nie, nic. Tylko nie dostałem buziaka na powitanie ani nic i tak no smutno mi teraz.
- Geez - odpowiedziałam. Wytarłam usta i dałam Maxowi nagrodę i to raczej nie był najlepszy pomysł, bo już chwilę po tym dosiadła się do nas Dylan.
- Nie siemson.
- Hej, co Ty tu robisz?
- Przyszłam zjeść, jak każdy inny człowiek. A powiedzcie, od jak dawna jesteście razem?
- My? Razem? - powiedziałam półprzytomna, bo w głowie już tworzyło się mnóstwo czarnych scenariuszy co do tego. Alice mogłaby mnie znienawidzić, że jej nie powiedziałam na początku, że ją zostawiłam dla Maxa lub coś takiego. Czas się zatrzymał, a serce na przekór wszystkiemu biło szybciej, mocniej, głośniej. Nie patrzyłam na bruneta, nie mogłam. Moje oczy skierowane były w stronę dziewczyny, czułam na sobie jej przeszywający wzrok. W mojej głowie scenariusze przewijały się jakby ktoś skakał z kanału na kanał za pomocą pilota. Wzięłam głęboki wdech i nagle coś mną tchnęło, wszystko prysło, serce wróciło na miejsce, odzyskałam pełną kontrolę nad ciałem, rozejrzałam się, Max patrzył na mnie z prośbą o pomoc w oczach, a Dylan ze złowieszczym uśmiechem i uniesioną brwią. - Tak, jesteśmy razem, co prawda od niedawna, ale jesteśmy.
Zauważyłam, że to nie była odpowiedź której oczekiwała Dyl. Speszona odeszła od naszego stolika a ja wzięłam jeszcze jeden głęboki wdech.
- Już nie jestem głodna - powiedziałam biorąc torbę i wyszłam z restauracji.
Usiadłam na krawężniku trzymając głowę w dłoniach. Po kilku poczułam znajomy zapach, a potem to ciepło, które tak kocham. Max przytulił mnie do siebie i szepnął, że będzie dobrze.

~CDN~

CUTSCENKA 1#

Siemka, mam takie małe info do ludzi, którzy czytają mojego bloga. :D
Najwcześniej kolejny post może być w sierpniu, dlaczego?
Używam teraz laptopa siostry, mojemu zdarzył się mały wypadek - zepsuła się matryca.
Czekam teraz na zakup nowej i wymianę, może w międzyczasie coś napiszę na papierze i potem dostaniecie pełną wersję kolejnego rozdziału. :3
Bądźcie cierpliwi a zostanie to wynagrodzone. ;D

Nos vemos <3

Rozdział 5

- Pobrać? Ale ze mną? Pobrać?!
- A czemu nie? - Max uśmiechnął się i patrzył na mnie jak na idiotkę.
- Wooo - przez chwilę nie mogłam ogarnąć co się dzieje i moje nieogarnięcie przerwała schodząca po schodach mama.
- Cześć Max - powiedziała wchodząc do kuchni.
- Dzień dobry - odpowiedział ucieszony brunet. - Jak ja pani dawno nie widziałem!
- Wiem. Jak było w szkole?
- Dobrze - powiedziałam prawie szeptem.
- Czemu tak wcześnie?
- Źle się poczułam.
- Taa, widzę jak się źle czujesz - powiedziała mama śmiejąc się do nas. - No dobra, dzieci, ja wam nie będę przeszkadzać, bawcie się dobrze robiąc to co robią ludzie w waszym wieku...
- Mamo!
- No co, ja przecież nic nie powiedziałam - powiedziała z udawanymi wyrzutami. - Nie ważne, spadam, do zobaczenia wieczorem!
- Pa! - krzyknęłam do odjeżdżającego samochodu. - Masz ochotę obejrzeć jakiś mecz?
- Wolę popatrzeć jak tańczą, szczególnie dziewczyny - powiedział unosząc jednoznacznie brew.
- Spadaj - zaśmiałam się uderzając go w ramię, po czym zabrałam się za robienie popcornu.
Usiedliśmy na kanapie oglądając zawody cheerleaderek i zajadając popcorn, gdy nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- To Alice - powiedziałam nie odrywając oczu od telewizora.
- Skąd wiesz? - zapytał Max patrząc się to na mnie, to na drzwi.
- Słyszysz? - spojrzałam na bruneta nadstawiając ucha, pukanie było melodyczne, dźwięk jak z Birth. Max dziwnie się na mnie spojrzał a ja zaczęłam nucić do rytmu pukania. Brunet dał znak, że pojął bezgłośnym "aaa". Wstałam i poszłam otworzyć drzwi.
- Tada! - krzyknęłam pokazując Al Maxowi.
- Medżik.
- Co wy robicie? - dziwiła się Alice.
- Oglądamy cheerleaderki, chcesz dołączyć? - zapytał Max klepiąc miejsce obok niego, na co zareagowałam patrząc na bruneta i mrużąc oczy. Wiedziałam, że robi to, aby mnie wkurzyć.
- No jasne, przyniosłam Twoją koszulkę - powiedziała Al wchodząc i rzucając ciuch prosto na twarz mojego chłopaka. - Skoczę tylko do łazienki, ok?
Dałam pozwolenie robiąc okejkę i podeszłam cicho do Maxa, którego głowa nadal była schowana pod koszulką. Usiadłam obok i zaczęłam powoli ją odkrywać.
- Bu! - krzyknął brunet i ja odkrzyknęłam równie głośnym "aa!" i zaczęłam się śmiać, co sprawiło uśmiech na twarzy Maxa.
- Kto się tak darł, myślałam, że tu jakaś rzeź się dzieje? - spytała Alice siadając na jej ulubionym fotelu. Jako odpowiedź uzyskała głośny śmiech wychodzący z moich i Maxa ust. Połowę dnia spędziliśmy na oglądaniu telewizji i rozmowie.
- I jak tam prace remontowe?
- Nic mi o tym nie mów, mam pełne ręce roboty.
- Nie potrzebujecie pomocy?
- A co? Jesteście chętni? - spytała Al. Razem z Maxem spojrzeliśmy na siebie prowadząc rozmowę pomiędzy naszymi oczami.
- Możemy pomóc - powiedziałam w końcu.
- Serio? Moglibyście wpaść jutro jakoś tak o 10 rano?
- No problema.
- To super - powiedziała, po czym wyjęła telefon. - Jake dzwoni. Słucham? Jestem u Jen. Teraz? Mmm, tak, myślę, że damy radę. OK, to za dwadzieścia minut. Pa.
- Co się dzieje?
- Idziemy na pizze z Dylan i Jake'iem.
- OK.
Wyłączyłam telewizor i wyszliśmy z domu.
- Hej, a gdzie Cheetah, dawno jej nie widziałam.
- Też nie wiem gdzie jest.
- Może poluje?
- Oby nie, nie chcę znowu spotkać w łóżku jakiejś myszy - odpowiedziałam śmiejąc się.
Dochodząc do pizzerii, było widać stojącą Dylan i jakiegoś chłopaka, to pewnie był Jake. Szczerze mówiąc całkiem niezły był. Max musiał to wyczuć, bo złapał mnie za rękę i przyciągnął bliżej siebie. Spojrzałam na niego z niezrozumieniem na twarzy.
- Kocham Cię - szepnął do mnie co wszystko wyjaśniło i wywołało mój uśmiech.
Dylan przywitała się z nami uściskiem, potem Max i ja zostaliśmy przedstawieni Jake'owi. Weszliśmy do pizzerii i zajęliśmy miejsca. Max siedział w rogu, obok niego ja, z drugiej strony usiadła Dylan. Obok mnie znajdowała się Alice i Jake. Stól był na tyle wysoki, że Max z łatwością mógł mnie objąć. Kiedy Jake z Alice poszli zamówić jedzenie a Dylan postanowiła zwiedzić łazienkę miałam krótką chwilę na rozmowę z Maxem.
- Hej, co się dzieje? Czyżbyś był zazdrosny?
- Ja? Nie - odpowiedział patrząc się na wiatrak na środku budynku.
- Nie, żebym tego nie chciała, ale wiesz, że kocham tylko Ciebie - w tym momencie spojrzał na mnie a ja dałam mu szybkiego buziaka.
Najpierw wrócili Jake z Alice oznajmiając, że pizza będzie za ok. 20 minut.
- A gdzie Dyl? - zapytała Alice wskazując na miejsce, na którym powinna się teraz znajdować brunetka.
- Poszła do łazienki - odpowiedziałam sucho.
Dylan przyszła idealnie z kelnerem niosącym pizze. Już z daleka można było wyczuć jak piękny zapach świeżego ciasta i dodatków miesza się z duszącą wonią jej perfum. Pomimo zamaskowania przez pizze doskonale rozpoznałam jakich perfum używa. Ja używam takich samych, tylko w mniejszej ilości. Usiadła i zaczęliśmy jeść. Jako, że chciałam zachować się chociaż raz jak porządny człowiek zjadłam tylko dwa kawałki pizzy, pomimo tego, że mój brzuch domagał się więcej. Po skończonym posiłku udaliśmy się paczką na przechadzkę po mieście, oprowadzaliśmy Dylan i Jake'a po wszystkich ważnych, dla nas, miejscach, sklepach, jadłodajniach itp. Zajęło nam to sporo czasu, po czym odprowadziliśmy przybyszów do ich remontowanego domu, Alice do jej gniazdka i udaliśmy się w stronę mojej oazy. Stojąc przy bramie dochodziła 22 a było jeszcze w miarę widno, doskonale widziałam twarz Maxa.
- Co jutro będziesz robiła?
- Jeszcze nie wiem, na pewno pójdziemy pomagać w remoncie i potem się zobaczy.
- Będę tęsknić.
- Ja już tęsknię - powiedziałam dając Maxowi buziaka na co odpowiedział długim pocałunkiem.
- Do zobaczenia jutro.
Weszłam do domu czując woń jedzenia, co nie działo się od bardzo dawna. Weszłam do kuchni i przywitałam się z mamą, która gotowała kolację. Zjedliśmy wymieniając się wspomnieniami z dzisiejszego dnia. Po udanej kolacji przebrałam się w pidżamę i położyłam się do łóżka sms'ując jeszcze z Alice i Maxem. Po tak wyczerpującym dla mnie dniu zasnęłam szybko.

~...~

Rozdział 4

Obudziłam się na kanapie, zauważając brak Maxa obok mnie. Rozejrzałam się i nie dowierzałam, bo salon aż błyszczał z powodu panującej w nim harmonii i porządku. "To mama" pomyślałam, uśmiech zagościł na mojej twarzy, więc wstałam i pobiegłam do swojego pokoju ubrać coś na siebie. Postawiłam na mroczny styl. Zrobiłam jeszcze kreski eyelinerem i zeszłam na dół. Od razu uderzyła mnie pyszna woń naleśników, więc z dużymi oczami i szerokim uśmiechem udałam się do kuchni. Zobaczyłam ją, stała, ubrana w kuchenny fartuszek, z mąką we włosach i na twarzy, niczym się nie różniła od innych, ale rozpoznałabym ją nawet gdyby postawili obok jej klona, moją mamę.
- Mamo... Tak dawno Cię nie widziałam - powiedziałam to tuląc się do niej. Tak, wiem, może się to wydawać dziwnie, że nie widuję mamy, skoro razem mieszkamy, ale ona pracuje w godzinach popołudniowych, wraca późno w nocy bądź nazajutrz, nawet w weekendy się nie mijamy, każda z nas ma co innego do zrobienia.
- Zrobiłam Ci naleśniki, kochanie - powiedziała do mnie.
Zasiadłyśmy razem do stołu, po raz pierwszy od tak dawna. Wydawało mi się jakbyśmy rozmawiały kilka dni, usta nam się nie zamykały, miałyśmy sobie tyle do powiedzenia. Dowiedziałam się, że wczoraj dzwonił do niej tata, przeżył i jest teraz bezpieczny, bo właśnie wracali i za niedługo do nas zawita. Słysząc to znieruchomiałam, chciałam skakać z radości, ale udało mi się jakimś cudem powstrzymać to pragnienie.
- W co Ty jesteś ubrana? - zapytała mama z udawaną złością. Spojrzałam na nią z wzrokiem mówiącym "że co?", po czym skończyliśmy jeść śniadanie w miłej atmosferze. Pakując drugie śniadanie to torby spytałam, co ona robi w domu o tej godzinie.
- Po tym telefonie od Twojego ojca byłam tak rozkojarzona, że postanowiłam wziąć trochę urlopu, pobyć z Tobą i tatą. A poza tym byłam już nieco zmęczona tą ciągłą pracą.
Pożegnałam się z nią i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki do uszu, włączyłam playlistę z Thirty Seconds to Mars i ruszyłam w stronę szkoły. Zbliżałam się już do budynku, gdy ktoś pociągnął mnie za rękę a potem poczułam słodki smak na ustach. Po kilku sekundach chłopak odkleił się od moich ust i uśmiechnął szeroko.
- Siema, co tam? - spytał patrząc mi w oczy. Przetrzymałam go przez dłuższy czas nic nie odpowiadając, tylko patrząc się na niego i uśmiechając. - Co się tak szczerzysz?
- A co? Nie mogę?
- Możesz, ale jak nie przestaniesz, to oszaleję - odpowiedział Max i znów zaczęliśmy się całować. Ustaliliśmy nikomu na razie nie mówić o naszym związku,  najpierw musieliśmy sprawdzić, czy to przetrwa wystarczający okres czasu. Pożegnaliśmy się przyjacielskim uściskiem i udaliśmy w przeciwne strony. Dochodząc do sali, w której miałam zajęcia słyszałam nieznany mi dotąd głos. Pędem weszłam do sali i ujrzałam ją, wzrok miała przeszywający, bo akurat spojrzała na mnie i skupiła uwagę całej klasy na różowowłosej nastolatce. W oddali widziałam zazdrośnie patrzącą Vicki, co dodało mi śmiałości. Podeszłam do dziewczyny z uśmiechem na ustach i usiadłam w ławce obok.
- Hej, jestem Jenny, miło mi Cię poznać - podałam jej rękę i uśmiechnęłam szeroko.
- Jenny? - spytała uśmiechając się. - Słyszałam dużo o Tobie, jestem Dylan.
W tej chwili zabrzmiał dzwonek szkolny. Wszyscy zajęli miejsca, lecz zabrakło jednej, ważnej osoby - Alice. Całe zajęcia przegadałam z Dylan, opowiadała mi o swoich tatuażach, jak się mieszka na północy UK i jak się cieszy, że nie jestem jakąś różową lafiryndą, bo by dzisiaj nie przeżyła. Dowiedziałam się, że Alice nie ma, bo pomaga, a Dylan z Jake'm mieli iść do szkoły, żeby poznać nowe osoby, uczyć się itd. Podsumowując, cały dzień miałam oprowadzać Dylan po szkole. Na najdłuższej przerwie chciałam zaprowadzić dziewczynę do miejsca, w którym zawsze siedzę z Al i Maxem. Idąc tam już z dala widziałam bruneta, siedział i najwyraźniej czekał. Zauważając nas wstał i skierował się w naszą stronę.
- Jakie ciacho - powiedziała Dylan. Spojrzałam na nią uśmiechnięta.
- Tak, cały Max.
Max był już blisko nas, uśmiechnął się do mnie szeroko, po czym podszedł i mnie przytulił dając niezauważalnego buziaka w policzek. Potem się wyprostował i podał serdecznie rękę w stronę Dylan.
- Cześć, jestem Max.
- Hej, Dylan, miło mi Cię poznać.
- Fajne masz tatuaże.
- Dzięki - odpowiedziała Dylan uśmiechając się zalotnie. Na szczęście Max zauważył co się dzieje i wracając w nasze miejsce szedł obok mnie a nie Dylan. Byliśmy już tam i usiedliśmy tak jak zwykle, czyli Max oparty o murek a ja siedziałam między jego nogami, zazwyczaj o niego oparta. Teraz była to dla nas idealna pozycja by pobyć przy sobie chociaż trochę czasu. Dylan dziwnie się na nas spojrzała.
- Wy jesteście razem? - spytała wskazując na nas palcem. Obojgu z nas serce przyśpieszyło, spojrzeliśmy znacząco na siebie i razem odpowiedzieliśmy "Nie". Dylan usiadła koło Maxa i zaczęliśmy rozmawiać, to o szkole, o zainteresowaniach, dowiedziałam się, że nie przepada za Thirty Seconds to Mars, co mnie trochę zaniepokoiło, gdyż Max również nie był ich wielkim fanem. Automatycznie bardziej wtuliłam się w mojego chłopaka, co Dylan znów potraktowała dziwnym spojrzeniem.
- Zimno mi - powiedziałam. Było to najgorsze kłamstwo jakie mogło kiedykolwiek paść, ponieważ zbliżaliśmy się do końca roku szkolnego i było całkiem ciepło.
- Chcesz iść do domu? - spytał Max patrząc mi w oczy, na co bez odrywania wzroku skinęłam głową. - To super, mi się też nie chce iść na pozostałe lekcje. Idziesz z nami, Dyl?
- Dyl? Podoba mi się - stwierdziła brunetka patrząc zalotnie na Maxa. - Niestety nie mogę, muszę sobie wyrobić dobrą opinię na mój temat i poszukać Jake'a.
Wstaliśmy i pożegnaliśmy się z Dylan przyjacielskim uściskiem. Wraz z brunetem szłam w stronę mojego domu a Dylan cały czas stała przy murku i wpatrywała się w nas. Kawałek szliśmy normalnie, jakby nic między nami nie było, ale tuż przed zakrętem poczułam nieśmiałe ruchy Maxa, to jak niezdarnie łapie mnie za rękę. Stanęłam i uśmiechnęłam się do niego. Widziałam, że brązowookiego trochę to speszyło. Podeszłam do niego cały czas patrząc się w jego oczy, mocno wplotłam moją rękę w jego, drugą złapałam jego policzek i dałam kilka buziaków. Szczęśliwa z tego ruchu uśmiechnęłam się szeroko do Maxa, ten odgarnął moją grzywkę, pochylił się i dał mi ostatniego, najsłodszego całusa, po czym udaliśmy się w dalszą drogę. Będąc już w domu rzuciłam tradycyjnie torbę na schody i poszłam do kuchni coś zjeść. Max usiadł na stołku naprzeciw mnie i obserwował, jak zajadam.
- Co? - spytałam.
- Nic, tak sobie myślę, że jak już się pobierzemy to będą potrzebne co najmniej dwie pełne lodówki, by Cię nakarmić - stwierdził Max kładąc głowę na blacie a ja omal się nie zakrztusiłam kanapką. Z trudem przełknęłam i spojrzałam na Maxa.
- Pobierzemy?
- No tak, - zaczął Max podnosząc głowę - chcę się z Tobą pobrać - po czym wrócił do poprzedniej pozycji. Patrzyłam na niego oniemiała, przewijając w głowie jego słowa "chcę się z Tobą pobrać".

~...~

Rozdział 3

Odsunęłam się od Maxa, a on poszedł otworzyć drzwi. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, co powiedzieć, czemu to się stało, czy kiedykolwiek spojrzę na tego bruneta inaczej. Z zamyślenia wyrwała mnie Alice machając wesoło ręką przed moją twarzą.
- Hej, co tam? - spytała, a jej głos po raz kolejny przyprawił mnie o gęsią skórkę, tak, zdecydowanie za nią tęskniłam.
- Hej - wysiliłam się na uśmiech, choć wiedziałam, że wygląda jakby ktoś narysował na mojej twarzy podwójne, poziome "S". - W sumie nic, czekamy tu na Ciebie - mówiąc to spojrzałam nieco na Maxa, ale jego wzrok nie był skierowany w moją stronę.
- No to co, zaczynamy? - spytała się Al. - Ey, co tu się działo? Czuję coś w powietrzu - rozejrzała się po suficie. - Czy to kakao?
- Ymm, - powiedziałam oniemiała - tak, właśnie robiłam Ci kakao, wiem jak bardzo je lubisz.
- Okay, to ja poczekam - powiedziała to rzucając się na kanapę.
Poszłam do kuchni i stojąc nad zlewem jeszcze chwilę się zastanawiałam co mam zrobić, gdy do kuchni wszedł Max, stanął w drzwiach i patrzył nieśmiało na mnie. Opłukałam twarz zimną wodą i wytarłam w ręcznik. Zaczęłam robić napoje, gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi kuchennych. Odwróciłam się, a po ujrzeniu, że Max dalej przy nich stoi wróciłam do zajęcia. 
- Posłuchaj - zaczął niepewnie brunet. - Przepraszam Cię, to chyba nie miało się tak potoczyć. Po prostu... Byłaś taka smutna i... 
- Bezbronna, huh? - powiedziałam ze łzami w oczach. - Myślałeś, że jeżeli teraz to zrobisz, nie będę miała siły, żeby Cię powstrzymać?! Nie będę mogła tego zrobić, bo znowu zostanę sama?!
- Nie. Nie chcę, żebyś została sama. Myślałem, że jeżeli teraz się dowiesz prawdy, to... Jakoś się pozbierasz, przestaniesz o tym myśleć i będziesz szczęśliwa.
- Prawdy?
- Tak, nie mówiłem Ci tego nigdy, - Max usiadł przy blacie naprzeciwko stojącej mnie - ale podobasz mi się, już od całkiem dawna, nie wiedziałem jak Ci to powiedzieć, ale to mnie coraz bardziej bolało, że nie mogę Cię przytulić, pocałować, patrzeć bez końca w Twoje oczy - śmieszne, mówiąc to patrzał na kubek stojący na blacie - i to tak mnie przygniotło, że wybrałem najgorszy moment z możliwych i chcę Cię przeprosić. Zapomnij o tym, proszę, jeżeli sprawia Ci to jakąś przykrość - skończywszy to nastąpiły sekundy ciszy, w których mogłam wszystko sobie w głowie poukładać, ale i tak do niczego nie doszłam. Postanowiłam podejść do tego bardziej spontanicznie, co ma być to będzie. Nim się zorientowałam Max wstał i kierował się ku drzwiom.
- Max - powiedziałam cicho. Czekoladowooki odwrócił się i spojrzał na mnie. Podeszłam do niego i przytuliłam. - To ja powinnam przeprosić, nie mogę obarczać Cię moimi problemami, zbyt emocjonalnie na to zareagowałam, tyle się wydarzyło ostatnio, to wszystko na mnie zadziałało tak, że się w ten sposób zachowałam. Fakt, nie był to może moment z moich snów, ale mogły być gorsze - kończąc uśmiechnęłam się do niego delikatnie i przyparłam do niego mocniej. 
- Hej, to znaczy, że o tym myślałaś? 
- Tylko czasami, zastanawiałam się jakby to było, gdybyśmy razem byli, nie wiem czy to nie zaburzyłoby naszej przyjaźni.
- Jen, znamy się tyle lat, nasza przyjaźń przetrwa wszystko, obiecuję - Max powoli zbliżał swoje usta do moich, ale powstrzymałam je palcem.
- Nie teraz, okay? - spytałam go patrząc na jego wargi. - Zanieś te miski i Pepsi do salonu.
Max zrobił smutną minkę i spuścił głowę. Nie chcąc, by znów poczuł się winny podeszłam do niego, podniosłam głowę i dałam buziaka w policzek.
- Tyle powinno wystarczyć, na razie - powiedziałam śmiejąc się do niego i wracając do przygotowywania kakaa.
Zbliżała się godzina rozpoczynająca każdy seans, więc usiedliśmy we trójkę na kanapie, kiedy to Max gwałtownie wstał. Podszedł do torby i wyjął z niej dwie koszulki, o które prosiłam i kilka paczek chipsów. 
- Kompletnie o nich zapomniałam, Max jesteś kochany - podeszłam i go przytuliłam. Chyba mi się to spodobało. Max rzucił nam po jednej koszulce, pachniały bosko, zupełnie jak Max.
- Teraz to możemy oficjalnie rozpocząć - powiedziałam wciskając PLAY na pilocie od DVD. I rozbrzmiała pierwsza piosenka, czyli Birth.
- O-mój - zaczęła Alice. - Jak ja tęskniłam za tym głosem. Spojrzałam na nią przytulona lekko do Maxa śmiejąc się. Alice była wpatrzona w ekran jak zahipnotyzowana. Korzystając z okazji lekko odwróciłam głowę i chciałam dać buziaka Maxowi, ale mnie uprzedził i rozpoczął słodki nalot na moje usta.
- Chyba mi się to spodoba - szepnęłam do niego dając ostatniego buziaka i wróciłam do oglądania koncertu Marsów. 
Gdy jeden się skończył postanowiliśmy zrobić sobie małą przerwę na to, by rozciągnąć kości, dwie godziny siedzenia w jednej pozycji ma swoje minusy. Od koncertowego nastroju wyrwał nas nagły telefon do Maxa. 
- Wybacz, muszę odebrać, to coś ważnego - powiedział szybko i wyszedł.
- Ciekawe kto dzwoni? - spytała się Al leżąc na oparciu kanapy.
- Nie mam pojęcia, ale miejmy nadzieje, że nic się nie stało - odpowiedziałam trochę wystraszona. 
- Nie mam siły oglądać kolejnego koncertu, jestem strasznie zmęczona - powiedziała Al ziewając.
- To pójdę do góry i przygotuję miejsce do spania - odrzekłam i udałam się do mojego pokoju i wszystko z podłogi przeniosłam na łóżko robiąc miejsce dla trzech materaców. Zawsze, gdy Alice u mnie nocuje, bądź ktokolwiek nie śpię u siebie w łóżku tylko razem z tą osobą na podłodze, nie cierpię się wywyższać. Kładąc poduszki poczułam czyjąś rękę na moim ustach i przypieranie do jakiejś osoby. Próbowałam krzyczeć, a że było ciemno nie widziałam kto to. Osoba i ja szliśmy tyłem po cichu, jego rękę ciągle miałam na ustach, więc próby krzyku na nic się nie zdały. Koleś zaprowadził mnie do łazienki, ale tym razem zasłonięte miałam także oczy, więc nic nie mogłam zobaczyć. W jednej chwili odsunął obie ręce trzymające moje usta i oczy i ukazała mi się z pozoru zwykła łazienka, ale na podłodze i w kilku innych miejscach były płatki kwiatów. Z początku nie rozumiałam co się dzieje, ale kiedy się odwróciłam wszystko wydało się jasne. Przede mną stał Max trzymający bukiet lilii, moich ulubionych kwiatów. Widziałam w jego oczach lekkie zdenerwowanie, nie wiedział jak na to zareaguje. Wzięłam od niego kwiaty , odłożyłam na bok i rzuciłam się na niego, a on oparł się o drzwi tak mocno, że aż trzasnęły, ale wtedy mnie to nie obchodziło. Mocno tuląc się do siebie wymienialiśmy pocałunki, te długie i te krótkie. Nie pamiętam ile to trwało, ale po wyjściu było słychać, że Alice już śpi. My również udaliśmy się do łóżek, Max zasnął w mgnieniu oka, ale ja miałam z tym lekkie problemy. Zeszłam na dół, usiadłam na kanapie z zapaloną świecą o zapachu wiśni. Podniosłam z podłogi zdjęcie, na którym ja i Max mamy po 10-12 lat i trzymamy się za ręce. Nawet nie usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach.
- O czym tak myślisz? - spytał mnie brunet siadając obok mnie i obejmując ręką.
- Zastanawiam się jak to będzie, jak długo ten nasz związek przetrwa - mówiłam patrząc w płomień świecy.
- Zdecydowanie za dużo rozmyślasz, daj się ponieść spontaniczności, choć raz - powiedział Max kierując moją głowę w stronę jego. W tym świetle jego oczy były jeszcze bardziej czekoladowe i głębokie. Złożyłam na jego ustach delikatnego buziaka, po czym zbliżyłam się do niego najbliżej jak się dało i zasnęłam.

~...~

Ale dłuuugi, ale nie chcę go dzielić na dwa. Tak, połączyłam Rozdział 1 z 2, ale stwierdziłam, że są one za krótkie, więc od teraz jest to jeden rozdział. Niestety posta z piosenką nie mogłam w jakikolwiek sposób połączyć z dwoma pozostałymi. Mam nadzieję, że dalsza historia Jenny Wam się podoba, Dylan i Jake powinni za niedługo zawitać, będzie też więcej kwestii dla Alice i może kilka zwrotów akcji? Zobaczymy co się wytworzy. :D