- Śpisz? - usłyszałam męski głos. Otworzyłam dobrze oczy, usiadłam na łóżku, przeciągnęłam się i odpowiedziałam:
- Już nie.
- To dobrze. Jest dokładnie... Ósma czterdzieści dwie. Po kilku obliczeniach mamy godzinę i pięćdziesiąt osiem minut.
- Do czego?
- Wtedy wyjdziemy i pójdziemy pomagać w remoncie.
- Fuck, na śmierć zapomniałam - powiedziałam rzucając głowę na poduszkę z rezygnowaniem.
- Mogę Cię o coś prosić?
- Tak - powiedziałam po długim i głębokim wdechu.
Na spotkaniach z psycholog, z którą mama mnie umówiła nauczyłam się, że w różnych chwilach należy się uspokoić i na to właśnie pomaga głęboki wdech i wydech. Postanowiłam tutaj wykorzystać tę wiedzę i udało się.
- Wpuść mnie do domu, stoję tu od paru minut.
Po tych słowach jedyne co zrobiłam to rozłączyłam się i wzięłam jeszcze kilka głębokich wdechów. W końcu, po wielu przebytych walkach z samą sobą, wstałam i poszłam otworzyć drzwi. Stał w nich Max trzymając kwiaty - niebieskie róże. Na mojej twarzy zagościł uśmiech.
- Spokojnie, to dla Twojej mamy.
- Ha ha, bardzo śmieszne - powiedziałam ironicznie się uśmiechając.
Max wszedł do środka, by wstawić róże w wazonie, a ja w tym czasie się ubrałam. Włożyłam na siebie zwykłe jeansy i sweter, a do torby wrzuciłam strój, w którym będę pomagać. Zeszłam na dół do kuchni, w której czekał na mnie Max z kawą.
- Zrobić Ci coś do jedzenia na śniadanie? - spytał chłopak.
- Nie, zjemy coś na mieście, mamy jeszcze jakieś... pół godziny - odpowiedziałam patrząc na nadgarstek, jakby był tam zegarek.
Max spojrzał na mnie zmieszaną miną na co uśmiechnęłam się słodko. Wyszliśmy z domu dokładnie o 10:10 mijając moją mamę, która miała zamiar wejść do budynku.
- O! cześć mamo, czemu tak szybko z... - teraz uświadomiłam sobie, że mama przecież wzięła urlop. - Gdzie byłaś?
- Miałam krótkie spotkanie ze starym znajomym.
- Z Jacksonem? - spytałam unosząc brew. W akcie odpowiedzi otrzymałem skinienie głowy, na co moje serce zaczęło skakać z radości. Jackson Smith to najlepszy przyjaciel mojej mamy chyba od zawsze. Pamiętam, że jako mała dziewczynka wybierałam się z nim do różnych parków wodnych, linowych - wszędzie. Często mówiłam do niego "tato" , ale mój tata nic sobie z tego nie robił, czasem nawet się cieszył, że ma mnie z głowy. Pomimo częstotliwości przebywania z Jacksonem nie zmieniła się moja relacja z tatą. Razem z nim mamy wspólne tajemnice, różne hasła i znaki, które używamy po dziś dzień. - I co u niego? Dawno go nie widziałam.
Nie doczekałam się odpowiedzi, gdyż Max dawał znaki, że musimy już iść, żeby być tam na czas, on jest strasznie punktualny, a punktualni ludzie chyba tak mają, że przejmują się czasem.
- Okay, powiesz mi jak wrócę.
- A Ty gdzie teraz idziesz?
- Do Dylan i Jake'a, pomagamy w przeprowadzce, remont, taka sytuacja - rzuciłam i udaliśmy się z Maxem do Burger Kinga. Zamówiliśmy jedzenie i usiedliśmy by je skonsumować.
- Hej, co jest? - spytałam bruneta. - Jesteś jakiś taki przybity.
- Nie, nic. Tylko nie dostałem buziaka na powitanie ani nic i tak no smutno mi teraz.
- Geez - odpowiedziałam. Wytarłam usta i dałam Maxowi nagrodę i to raczej nie był najlepszy pomysł, bo już chwilę po tym dosiadła się do nas Dylan.
- Nie siemson.
- Hej, co Ty tu robisz?
- Przyszłam zjeść, jak każdy inny człowiek. A powiedzcie, od jak dawna jesteście razem?
- My? Razem? - powiedziałam półprzytomna, bo w głowie już tworzyło się mnóstwo czarnych scenariuszy co do tego. Alice mogłaby mnie znienawidzić, że jej nie powiedziałam na początku, że ją zostawiłam dla Maxa lub coś takiego. Czas się zatrzymał, a serce na przekór wszystkiemu biło szybciej, mocniej, głośniej. Nie patrzyłam na bruneta, nie mogłam. Moje oczy skierowane były w stronę dziewczyny, czułam na sobie jej przeszywający wzrok. W mojej głowie scenariusze przewijały się jakby ktoś skakał z kanału na kanał za pomocą pilota. Wzięłam głęboki wdech i nagle coś mną tchnęło, wszystko prysło, serce wróciło na miejsce, odzyskałam pełną kontrolę nad ciałem, rozejrzałam się, Max patrzył na mnie z prośbą o pomoc w oczach, a Dylan ze złowieszczym uśmiechem i uniesioną brwią. - Tak, jesteśmy razem, co prawda od niedawna, ale jesteśmy.
Zauważyłam, że to nie była odpowiedź której oczekiwała Dyl. Speszona odeszła od naszego stolika a ja wzięłam jeszcze jeden głęboki wdech.
- Już nie jestem głodna - powiedziałam biorąc torbę i wyszłam z restauracji.
Usiadłam na krawężniku trzymając głowę w dłoniach. Po kilku poczułam znajomy zapach, a potem to ciepło, które tak kocham. Max przytulił mnie do siebie i szepnął, że będzie dobrze.
~CDN~