Rozdział 5

- Pobrać? Ale ze mną? Pobrać?!
- A czemu nie? - Max uśmiechnął się i patrzył na mnie jak na idiotkę.
- Wooo - przez chwilę nie mogłam ogarnąć co się dzieje i moje nieogarnięcie przerwała schodząca po schodach mama.
- Cześć Max - powiedziała wchodząc do kuchni.
- Dzień dobry - odpowiedział ucieszony brunet. - Jak ja pani dawno nie widziałem!
- Wiem. Jak było w szkole?
- Dobrze - powiedziałam prawie szeptem.
- Czemu tak wcześnie?
- Źle się poczułam.
- Taa, widzę jak się źle czujesz - powiedziała mama śmiejąc się do nas. - No dobra, dzieci, ja wam nie będę przeszkadzać, bawcie się dobrze robiąc to co robią ludzie w waszym wieku...
- Mamo!
- No co, ja przecież nic nie powiedziałam - powiedziała z udawanymi wyrzutami. - Nie ważne, spadam, do zobaczenia wieczorem!
- Pa! - krzyknęłam do odjeżdżającego samochodu. - Masz ochotę obejrzeć jakiś mecz?
- Wolę popatrzeć jak tańczą, szczególnie dziewczyny - powiedział unosząc jednoznacznie brew.
- Spadaj - zaśmiałam się uderzając go w ramię, po czym zabrałam się za robienie popcornu.
Usiedliśmy na kanapie oglądając zawody cheerleaderek i zajadając popcorn, gdy nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- To Alice - powiedziałam nie odrywając oczu od telewizora.
- Skąd wiesz? - zapytał Max patrząc się to na mnie, to na drzwi.
- Słyszysz? - spojrzałam na bruneta nadstawiając ucha, pukanie było melodyczne, dźwięk jak z Birth. Max dziwnie się na mnie spojrzał a ja zaczęłam nucić do rytmu pukania. Brunet dał znak, że pojął bezgłośnym "aaa". Wstałam i poszłam otworzyć drzwi.
- Tada! - krzyknęłam pokazując Al Maxowi.
- Medżik.
- Co wy robicie? - dziwiła się Alice.
- Oglądamy cheerleaderki, chcesz dołączyć? - zapytał Max klepiąc miejsce obok niego, na co zareagowałam patrząc na bruneta i mrużąc oczy. Wiedziałam, że robi to, aby mnie wkurzyć.
- No jasne, przyniosłam Twoją koszulkę - powiedziała Al wchodząc i rzucając ciuch prosto na twarz mojego chłopaka. - Skoczę tylko do łazienki, ok?
Dałam pozwolenie robiąc okejkę i podeszłam cicho do Maxa, którego głowa nadal była schowana pod koszulką. Usiadłam obok i zaczęłam powoli ją odkrywać.
- Bu! - krzyknął brunet i ja odkrzyknęłam równie głośnym "aa!" i zaczęłam się śmiać, co sprawiło uśmiech na twarzy Maxa.
- Kto się tak darł, myślałam, że tu jakaś rzeź się dzieje? - spytała Alice siadając na jej ulubionym fotelu. Jako odpowiedź uzyskała głośny śmiech wychodzący z moich i Maxa ust. Połowę dnia spędziliśmy na oglądaniu telewizji i rozmowie.
- I jak tam prace remontowe?
- Nic mi o tym nie mów, mam pełne ręce roboty.
- Nie potrzebujecie pomocy?
- A co? Jesteście chętni? - spytała Al. Razem z Maxem spojrzeliśmy na siebie prowadząc rozmowę pomiędzy naszymi oczami.
- Możemy pomóc - powiedziałam w końcu.
- Serio? Moglibyście wpaść jutro jakoś tak o 10 rano?
- No problema.
- To super - powiedziała, po czym wyjęła telefon. - Jake dzwoni. Słucham? Jestem u Jen. Teraz? Mmm, tak, myślę, że damy radę. OK, to za dwadzieścia minut. Pa.
- Co się dzieje?
- Idziemy na pizze z Dylan i Jake'iem.
- OK.
Wyłączyłam telewizor i wyszliśmy z domu.
- Hej, a gdzie Cheetah, dawno jej nie widziałam.
- Też nie wiem gdzie jest.
- Może poluje?
- Oby nie, nie chcę znowu spotkać w łóżku jakiejś myszy - odpowiedziałam śmiejąc się.
Dochodząc do pizzerii, było widać stojącą Dylan i jakiegoś chłopaka, to pewnie był Jake. Szczerze mówiąc całkiem niezły był. Max musiał to wyczuć, bo złapał mnie za rękę i przyciągnął bliżej siebie. Spojrzałam na niego z niezrozumieniem na twarzy.
- Kocham Cię - szepnął do mnie co wszystko wyjaśniło i wywołało mój uśmiech.
Dylan przywitała się z nami uściskiem, potem Max i ja zostaliśmy przedstawieni Jake'owi. Weszliśmy do pizzerii i zajęliśmy miejsca. Max siedział w rogu, obok niego ja, z drugiej strony usiadła Dylan. Obok mnie znajdowała się Alice i Jake. Stól był na tyle wysoki, że Max z łatwością mógł mnie objąć. Kiedy Jake z Alice poszli zamówić jedzenie a Dylan postanowiła zwiedzić łazienkę miałam krótką chwilę na rozmowę z Maxem.
- Hej, co się dzieje? Czyżbyś był zazdrosny?
- Ja? Nie - odpowiedział patrząc się na wiatrak na środku budynku.
- Nie, żebym tego nie chciała, ale wiesz, że kocham tylko Ciebie - w tym momencie spojrzał na mnie a ja dałam mu szybkiego buziaka.
Najpierw wrócili Jake z Alice oznajmiając, że pizza będzie za ok. 20 minut.
- A gdzie Dyl? - zapytała Alice wskazując na miejsce, na którym powinna się teraz znajdować brunetka.
- Poszła do łazienki - odpowiedziałam sucho.
Dylan przyszła idealnie z kelnerem niosącym pizze. Już z daleka można było wyczuć jak piękny zapach świeżego ciasta i dodatków miesza się z duszącą wonią jej perfum. Pomimo zamaskowania przez pizze doskonale rozpoznałam jakich perfum używa. Ja używam takich samych, tylko w mniejszej ilości. Usiadła i zaczęliśmy jeść. Jako, że chciałam zachować się chociaż raz jak porządny człowiek zjadłam tylko dwa kawałki pizzy, pomimo tego, że mój brzuch domagał się więcej. Po skończonym posiłku udaliśmy się paczką na przechadzkę po mieście, oprowadzaliśmy Dylan i Jake'a po wszystkich ważnych, dla nas, miejscach, sklepach, jadłodajniach itp. Zajęło nam to sporo czasu, po czym odprowadziliśmy przybyszów do ich remontowanego domu, Alice do jej gniazdka i udaliśmy się w stronę mojej oazy. Stojąc przy bramie dochodziła 22 a było jeszcze w miarę widno, doskonale widziałam twarz Maxa.
- Co jutro będziesz robiła?
- Jeszcze nie wiem, na pewno pójdziemy pomagać w remoncie i potem się zobaczy.
- Będę tęsknić.
- Ja już tęsknię - powiedziałam dając Maxowi buziaka na co odpowiedział długim pocałunkiem.
- Do zobaczenia jutro.
Weszłam do domu czując woń jedzenia, co nie działo się od bardzo dawna. Weszłam do kuchni i przywitałam się z mamą, która gotowała kolację. Zjedliśmy wymieniając się wspomnieniami z dzisiejszego dnia. Po udanej kolacji przebrałam się w pidżamę i położyłam się do łóżka sms'ując jeszcze z Alice i Maxem. Po tak wyczerpującym dla mnie dniu zasnęłam szybko.

~...~

Rozdział 4

Obudziłam się na kanapie, zauważając brak Maxa obok mnie. Rozejrzałam się i nie dowierzałam, bo salon aż błyszczał z powodu panującej w nim harmonii i porządku. "To mama" pomyślałam, uśmiech zagościł na mojej twarzy, więc wstałam i pobiegłam do swojego pokoju ubrać coś na siebie. Postawiłam na mroczny styl. Zrobiłam jeszcze kreski eyelinerem i zeszłam na dół. Od razu uderzyła mnie pyszna woń naleśników, więc z dużymi oczami i szerokim uśmiechem udałam się do kuchni. Zobaczyłam ją, stała, ubrana w kuchenny fartuszek, z mąką we włosach i na twarzy, niczym się nie różniła od innych, ale rozpoznałabym ją nawet gdyby postawili obok jej klona, moją mamę.
- Mamo... Tak dawno Cię nie widziałam - powiedziałam to tuląc się do niej. Tak, wiem, może się to wydawać dziwnie, że nie widuję mamy, skoro razem mieszkamy, ale ona pracuje w godzinach popołudniowych, wraca późno w nocy bądź nazajutrz, nawet w weekendy się nie mijamy, każda z nas ma co innego do zrobienia.
- Zrobiłam Ci naleśniki, kochanie - powiedziała do mnie.
Zasiadłyśmy razem do stołu, po raz pierwszy od tak dawna. Wydawało mi się jakbyśmy rozmawiały kilka dni, usta nam się nie zamykały, miałyśmy sobie tyle do powiedzenia. Dowiedziałam się, że wczoraj dzwonił do niej tata, przeżył i jest teraz bezpieczny, bo właśnie wracali i za niedługo do nas zawita. Słysząc to znieruchomiałam, chciałam skakać z radości, ale udało mi się jakimś cudem powstrzymać to pragnienie.
- W co Ty jesteś ubrana? - zapytała mama z udawaną złością. Spojrzałam na nią z wzrokiem mówiącym "że co?", po czym skończyliśmy jeść śniadanie w miłej atmosferze. Pakując drugie śniadanie to torby spytałam, co ona robi w domu o tej godzinie.
- Po tym telefonie od Twojego ojca byłam tak rozkojarzona, że postanowiłam wziąć trochę urlopu, pobyć z Tobą i tatą. A poza tym byłam już nieco zmęczona tą ciągłą pracą.
Pożegnałam się z nią i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki do uszu, włączyłam playlistę z Thirty Seconds to Mars i ruszyłam w stronę szkoły. Zbliżałam się już do budynku, gdy ktoś pociągnął mnie za rękę a potem poczułam słodki smak na ustach. Po kilku sekundach chłopak odkleił się od moich ust i uśmiechnął szeroko.
- Siema, co tam? - spytał patrząc mi w oczy. Przetrzymałam go przez dłuższy czas nic nie odpowiadając, tylko patrząc się na niego i uśmiechając. - Co się tak szczerzysz?
- A co? Nie mogę?
- Możesz, ale jak nie przestaniesz, to oszaleję - odpowiedział Max i znów zaczęliśmy się całować. Ustaliliśmy nikomu na razie nie mówić o naszym związku,  najpierw musieliśmy sprawdzić, czy to przetrwa wystarczający okres czasu. Pożegnaliśmy się przyjacielskim uściskiem i udaliśmy w przeciwne strony. Dochodząc do sali, w której miałam zajęcia słyszałam nieznany mi dotąd głos. Pędem weszłam do sali i ujrzałam ją, wzrok miała przeszywający, bo akurat spojrzała na mnie i skupiła uwagę całej klasy na różowowłosej nastolatce. W oddali widziałam zazdrośnie patrzącą Vicki, co dodało mi śmiałości. Podeszłam do dziewczyny z uśmiechem na ustach i usiadłam w ławce obok.
- Hej, jestem Jenny, miło mi Cię poznać - podałam jej rękę i uśmiechnęłam szeroko.
- Jenny? - spytała uśmiechając się. - Słyszałam dużo o Tobie, jestem Dylan.
W tej chwili zabrzmiał dzwonek szkolny. Wszyscy zajęli miejsca, lecz zabrakło jednej, ważnej osoby - Alice. Całe zajęcia przegadałam z Dylan, opowiadała mi o swoich tatuażach, jak się mieszka na północy UK i jak się cieszy, że nie jestem jakąś różową lafiryndą, bo by dzisiaj nie przeżyła. Dowiedziałam się, że Alice nie ma, bo pomaga, a Dylan z Jake'm mieli iść do szkoły, żeby poznać nowe osoby, uczyć się itd. Podsumowując, cały dzień miałam oprowadzać Dylan po szkole. Na najdłuższej przerwie chciałam zaprowadzić dziewczynę do miejsca, w którym zawsze siedzę z Al i Maxem. Idąc tam już z dala widziałam bruneta, siedział i najwyraźniej czekał. Zauważając nas wstał i skierował się w naszą stronę.
- Jakie ciacho - powiedziała Dylan. Spojrzałam na nią uśmiechnięta.
- Tak, cały Max.
Max był już blisko nas, uśmiechnął się do mnie szeroko, po czym podszedł i mnie przytulił dając niezauważalnego buziaka w policzek. Potem się wyprostował i podał serdecznie rękę w stronę Dylan.
- Cześć, jestem Max.
- Hej, Dylan, miło mi Cię poznać.
- Fajne masz tatuaże.
- Dzięki - odpowiedziała Dylan uśmiechając się zalotnie. Na szczęście Max zauważył co się dzieje i wracając w nasze miejsce szedł obok mnie a nie Dylan. Byliśmy już tam i usiedliśmy tak jak zwykle, czyli Max oparty o murek a ja siedziałam między jego nogami, zazwyczaj o niego oparta. Teraz była to dla nas idealna pozycja by pobyć przy sobie chociaż trochę czasu. Dylan dziwnie się na nas spojrzała.
- Wy jesteście razem? - spytała wskazując na nas palcem. Obojgu z nas serce przyśpieszyło, spojrzeliśmy znacząco na siebie i razem odpowiedzieliśmy "Nie". Dylan usiadła koło Maxa i zaczęliśmy rozmawiać, to o szkole, o zainteresowaniach, dowiedziałam się, że nie przepada za Thirty Seconds to Mars, co mnie trochę zaniepokoiło, gdyż Max również nie był ich wielkim fanem. Automatycznie bardziej wtuliłam się w mojego chłopaka, co Dylan znów potraktowała dziwnym spojrzeniem.
- Zimno mi - powiedziałam. Było to najgorsze kłamstwo jakie mogło kiedykolwiek paść, ponieważ zbliżaliśmy się do końca roku szkolnego i było całkiem ciepło.
- Chcesz iść do domu? - spytał Max patrząc mi w oczy, na co bez odrywania wzroku skinęłam głową. - To super, mi się też nie chce iść na pozostałe lekcje. Idziesz z nami, Dyl?
- Dyl? Podoba mi się - stwierdziła brunetka patrząc zalotnie na Maxa. - Niestety nie mogę, muszę sobie wyrobić dobrą opinię na mój temat i poszukać Jake'a.
Wstaliśmy i pożegnaliśmy się z Dylan przyjacielskim uściskiem. Wraz z brunetem szłam w stronę mojego domu a Dylan cały czas stała przy murku i wpatrywała się w nas. Kawałek szliśmy normalnie, jakby nic między nami nie było, ale tuż przed zakrętem poczułam nieśmiałe ruchy Maxa, to jak niezdarnie łapie mnie za rękę. Stanęłam i uśmiechnęłam się do niego. Widziałam, że brązowookiego trochę to speszyło. Podeszłam do niego cały czas patrząc się w jego oczy, mocno wplotłam moją rękę w jego, drugą złapałam jego policzek i dałam kilka buziaków. Szczęśliwa z tego ruchu uśmiechnęłam się szeroko do Maxa, ten odgarnął moją grzywkę, pochylił się i dał mi ostatniego, najsłodszego całusa, po czym udaliśmy się w dalszą drogę. Będąc już w domu rzuciłam tradycyjnie torbę na schody i poszłam do kuchni coś zjeść. Max usiadł na stołku naprzeciw mnie i obserwował, jak zajadam.
- Co? - spytałam.
- Nic, tak sobie myślę, że jak już się pobierzemy to będą potrzebne co najmniej dwie pełne lodówki, by Cię nakarmić - stwierdził Max kładąc głowę na blacie a ja omal się nie zakrztusiłam kanapką. Z trudem przełknęłam i spojrzałam na Maxa.
- Pobierzemy?
- No tak, - zaczął Max podnosząc głowę - chcę się z Tobą pobrać - po czym wrócił do poprzedniej pozycji. Patrzyłam na niego oniemiała, przewijając w głowie jego słowa "chcę się z Tobą pobrać".

~...~

Rozdział 3

Odsunęłam się od Maxa, a on poszedł otworzyć drzwi. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, co powiedzieć, czemu to się stało, czy kiedykolwiek spojrzę na tego bruneta inaczej. Z zamyślenia wyrwała mnie Alice machając wesoło ręką przed moją twarzą.
- Hej, co tam? - spytała, a jej głos po raz kolejny przyprawił mnie o gęsią skórkę, tak, zdecydowanie za nią tęskniłam.
- Hej - wysiliłam się na uśmiech, choć wiedziałam, że wygląda jakby ktoś narysował na mojej twarzy podwójne, poziome "S". - W sumie nic, czekamy tu na Ciebie - mówiąc to spojrzałam nieco na Maxa, ale jego wzrok nie był skierowany w moją stronę.
- No to co, zaczynamy? - spytała się Al. - Ey, co tu się działo? Czuję coś w powietrzu - rozejrzała się po suficie. - Czy to kakao?
- Ymm, - powiedziałam oniemiała - tak, właśnie robiłam Ci kakao, wiem jak bardzo je lubisz.
- Okay, to ja poczekam - powiedziała to rzucając się na kanapę.
Poszłam do kuchni i stojąc nad zlewem jeszcze chwilę się zastanawiałam co mam zrobić, gdy do kuchni wszedł Max, stanął w drzwiach i patrzył nieśmiało na mnie. Opłukałam twarz zimną wodą i wytarłam w ręcznik. Zaczęłam robić napoje, gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi kuchennych. Odwróciłam się, a po ujrzeniu, że Max dalej przy nich stoi wróciłam do zajęcia. 
- Posłuchaj - zaczął niepewnie brunet. - Przepraszam Cię, to chyba nie miało się tak potoczyć. Po prostu... Byłaś taka smutna i... 
- Bezbronna, huh? - powiedziałam ze łzami w oczach. - Myślałeś, że jeżeli teraz to zrobisz, nie będę miała siły, żeby Cię powstrzymać?! Nie będę mogła tego zrobić, bo znowu zostanę sama?!
- Nie. Nie chcę, żebyś została sama. Myślałem, że jeżeli teraz się dowiesz prawdy, to... Jakoś się pozbierasz, przestaniesz o tym myśleć i będziesz szczęśliwa.
- Prawdy?
- Tak, nie mówiłem Ci tego nigdy, - Max usiadł przy blacie naprzeciwko stojącej mnie - ale podobasz mi się, już od całkiem dawna, nie wiedziałem jak Ci to powiedzieć, ale to mnie coraz bardziej bolało, że nie mogę Cię przytulić, pocałować, patrzeć bez końca w Twoje oczy - śmieszne, mówiąc to patrzał na kubek stojący na blacie - i to tak mnie przygniotło, że wybrałem najgorszy moment z możliwych i chcę Cię przeprosić. Zapomnij o tym, proszę, jeżeli sprawia Ci to jakąś przykrość - skończywszy to nastąpiły sekundy ciszy, w których mogłam wszystko sobie w głowie poukładać, ale i tak do niczego nie doszłam. Postanowiłam podejść do tego bardziej spontanicznie, co ma być to będzie. Nim się zorientowałam Max wstał i kierował się ku drzwiom.
- Max - powiedziałam cicho. Czekoladowooki odwrócił się i spojrzał na mnie. Podeszłam do niego i przytuliłam. - To ja powinnam przeprosić, nie mogę obarczać Cię moimi problemami, zbyt emocjonalnie na to zareagowałam, tyle się wydarzyło ostatnio, to wszystko na mnie zadziałało tak, że się w ten sposób zachowałam. Fakt, nie był to może moment z moich snów, ale mogły być gorsze - kończąc uśmiechnęłam się do niego delikatnie i przyparłam do niego mocniej. 
- Hej, to znaczy, że o tym myślałaś? 
- Tylko czasami, zastanawiałam się jakby to było, gdybyśmy razem byli, nie wiem czy to nie zaburzyłoby naszej przyjaźni.
- Jen, znamy się tyle lat, nasza przyjaźń przetrwa wszystko, obiecuję - Max powoli zbliżał swoje usta do moich, ale powstrzymałam je palcem.
- Nie teraz, okay? - spytałam go patrząc na jego wargi. - Zanieś te miski i Pepsi do salonu.
Max zrobił smutną minkę i spuścił głowę. Nie chcąc, by znów poczuł się winny podeszłam do niego, podniosłam głowę i dałam buziaka w policzek.
- Tyle powinno wystarczyć, na razie - powiedziałam śmiejąc się do niego i wracając do przygotowywania kakaa.
Zbliżała się godzina rozpoczynająca każdy seans, więc usiedliśmy we trójkę na kanapie, kiedy to Max gwałtownie wstał. Podszedł do torby i wyjął z niej dwie koszulki, o które prosiłam i kilka paczek chipsów. 
- Kompletnie o nich zapomniałam, Max jesteś kochany - podeszłam i go przytuliłam. Chyba mi się to spodobało. Max rzucił nam po jednej koszulce, pachniały bosko, zupełnie jak Max.
- Teraz to możemy oficjalnie rozpocząć - powiedziałam wciskając PLAY na pilocie od DVD. I rozbrzmiała pierwsza piosenka, czyli Birth.
- O-mój - zaczęła Alice. - Jak ja tęskniłam za tym głosem. Spojrzałam na nią przytulona lekko do Maxa śmiejąc się. Alice była wpatrzona w ekran jak zahipnotyzowana. Korzystając z okazji lekko odwróciłam głowę i chciałam dać buziaka Maxowi, ale mnie uprzedził i rozpoczął słodki nalot na moje usta.
- Chyba mi się to spodoba - szepnęłam do niego dając ostatniego buziaka i wróciłam do oglądania koncertu Marsów. 
Gdy jeden się skończył postanowiliśmy zrobić sobie małą przerwę na to, by rozciągnąć kości, dwie godziny siedzenia w jednej pozycji ma swoje minusy. Od koncertowego nastroju wyrwał nas nagły telefon do Maxa. 
- Wybacz, muszę odebrać, to coś ważnego - powiedział szybko i wyszedł.
- Ciekawe kto dzwoni? - spytała się Al leżąc na oparciu kanapy.
- Nie mam pojęcia, ale miejmy nadzieje, że nic się nie stało - odpowiedziałam trochę wystraszona. 
- Nie mam siły oglądać kolejnego koncertu, jestem strasznie zmęczona - powiedziała Al ziewając.
- To pójdę do góry i przygotuję miejsce do spania - odrzekłam i udałam się do mojego pokoju i wszystko z podłogi przeniosłam na łóżko robiąc miejsce dla trzech materaców. Zawsze, gdy Alice u mnie nocuje, bądź ktokolwiek nie śpię u siebie w łóżku tylko razem z tą osobą na podłodze, nie cierpię się wywyższać. Kładąc poduszki poczułam czyjąś rękę na moim ustach i przypieranie do jakiejś osoby. Próbowałam krzyczeć, a że było ciemno nie widziałam kto to. Osoba i ja szliśmy tyłem po cichu, jego rękę ciągle miałam na ustach, więc próby krzyku na nic się nie zdały. Koleś zaprowadził mnie do łazienki, ale tym razem zasłonięte miałam także oczy, więc nic nie mogłam zobaczyć. W jednej chwili odsunął obie ręce trzymające moje usta i oczy i ukazała mi się z pozoru zwykła łazienka, ale na podłodze i w kilku innych miejscach były płatki kwiatów. Z początku nie rozumiałam co się dzieje, ale kiedy się odwróciłam wszystko wydało się jasne. Przede mną stał Max trzymający bukiet lilii, moich ulubionych kwiatów. Widziałam w jego oczach lekkie zdenerwowanie, nie wiedział jak na to zareaguje. Wzięłam od niego kwiaty , odłożyłam na bok i rzuciłam się na niego, a on oparł się o drzwi tak mocno, że aż trzasnęły, ale wtedy mnie to nie obchodziło. Mocno tuląc się do siebie wymienialiśmy pocałunki, te długie i te krótkie. Nie pamiętam ile to trwało, ale po wyjściu było słychać, że Alice już śpi. My również udaliśmy się do łóżek, Max zasnął w mgnieniu oka, ale ja miałam z tym lekkie problemy. Zeszłam na dół, usiadłam na kanapie z zapaloną świecą o zapachu wiśni. Podniosłam z podłogi zdjęcie, na którym ja i Max mamy po 10-12 lat i trzymamy się za ręce. Nawet nie usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach.
- O czym tak myślisz? - spytał mnie brunet siadając obok mnie i obejmując ręką.
- Zastanawiam się jak to będzie, jak długo ten nasz związek przetrwa - mówiłam patrząc w płomień świecy.
- Zdecydowanie za dużo rozmyślasz, daj się ponieść spontaniczności, choć raz - powiedział Max kierując moją głowę w stronę jego. W tym świetle jego oczy były jeszcze bardziej czekoladowe i głębokie. Złożyłam na jego ustach delikatnego buziaka, po czym zbliżyłam się do niego najbliżej jak się dało i zasnęłam.

~...~

Ale dłuuugi, ale nie chcę go dzielić na dwa. Tak, połączyłam Rozdział 1 z 2, ale stwierdziłam, że są one za krótkie, więc od teraz jest to jeden rozdział. Niestety posta z piosenką nie mogłam w jakikolwiek sposób połączyć z dwoma pozostałymi. Mam nadzieję, że dalsza historia Jenny Wam się podoba, Dylan i Jake powinni za niedługo zawitać, będzie też więcej kwestii dla Alice i może kilka zwrotów akcji? Zobaczymy co się wytworzy. :D 

Rozdział 2

POLECAM PRZY TYM ROZDZIALE SŁUCHAĆ PIOSENKI
THIRTY SECONDS TO MARS - 100 SUNS


- Co jest? - Max ponowił pytanie bardziej się we mnie wtulając. Nie wiedziałam jak zacząć, co powiedzieć, żeby dobrze zrozumiał. Po chwili ciszy brunet wstał i usiadł przede mną. Na początku patrzałam na podłogę, nie potrafiłam spojrzeć w jego oczy. - Hej - powiedział podnosząc moją głowę. - Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
- Ja.. - zaczęłam podnosząc wzrok i zatrzymując go na jego oczach. - Ja nie wiem co się ze mną dzieje. Tęsknię za tatą, nie zadzwonił, a powinien. Ja nawet nie wiem czy on jeszcze żyje! - prawie krzyknęłam, łzy płynęły mi po policzkach jak z wodospadu. Głos mi drżał, świat się zamazywał, ale dokładnie widziałam Maxa. Po raz pierwszy patrzałam w oczy mojego przyjaciela w ten sposób. Widziałam w nich coś, czego nie widziałam u innych chłopaków, nigdy. Patrzył głęboko w moje oczy, jakby w duszę. Bał się o mnie, troszczył. Teraz do mnie dotarło, zawsze gdy potrzebowałam pomocy on przy mnie był, rozumiał mnie jak nikt inny, znosił wszystkie moje humory, te złe i te lepsze, uśmiechał się do mnie tak, jak nie uśmiechał się do innych, tylko on mógł do mnie dotrzeć, kiedy miałam złe dni i leżałam cały dzień w łóżku, nikt nie potrafił ze mną rozmawiać, ale wystarczyło jedno jego słowo, które sprawiało, że cała złość do świata znikała. Czułam się przy nim bezpiecznie, dawał mi ciepło. Chociaż ma inne zainteresowania to pamiętam, jak bardzo się cieszył ze mną, kiedy dostałam moją pierwszą koszulkę Thirty Seconds To Mars, pojechał ze mną nawet na koncert, mój pierwszy koncert Marsów, niezapomniany, śpiewał i tańczył razem z nami wszystkimi, pamiętam te wszystkie wyjazdy hen daleko, czasem z Alice, czasem sam na sam, bał się o mnie, gdy byłam w niebezpieczeństwie, nawet najmniejszym, rozmawiał, gdy było coś nie tak, wyjaśniał, gdy nie rozumiałam, pocieszał, gdy byłam smutna, nigdy nie widziałam go smutnego, zatroskany owszem, ale nie smutny. Powoli łączyłam fakty i docierało do mnie, co czuje do mnie Max i.. co ja do niego czuję. Z tego zamyślenia wyrwał mnie fakt, iż nie czułam już tego ciepła, nie było przy mnie mojego przyjaciela, którego chyba.. kocham. Rozglądnęłam się, ale nigdzie go nie było, po chwili jednak zobaczyłam go schodzącego po schodach. Przyniósł moje pudełko na zdjęcia. Usiadł koło mnie i uśmiechnął się delikatnie.
- Pomyślałem, że może trochę starych wspomnień poprawi Ci humor - powiedział kładąc sobie pudełko na kolanach i otulając mnie ramieniem.
- Okay, powspominajmy - powiedziałam cichym głosem, po czym uśmiechnęłam się do bruneta. Ten odwzajemnił tym samym, wziął chusteczkę i wytarł mi oczy. Przez długi czas wspominaliśmy stare czasy, znaleźliśmy zdjęcia z koncertu, z wycieczki nad morzem, miałam tam jedno zdjęcia, na którym był tylko Max, zdjęcie wyszło bosko i bez jego wiedzy, ale nie chciałam, by o tym wiedział. Było też kilka fotografii, na których jesteśmy małymi dziećmi i trzymamy się za rękę. Momentalnie spojrzeliśmy na siebie uśmiechnięci a nasze twarze były bardzo blisko siebie. Ciekawe, czy patrzałam wtedy na Maxa tak, jak on na mnie.
- Jen - zaczął niepewnie. - Myślę, że się w Tobie zakochałem - trochę mnie to zadziwiło, ale pozytywnie. Wiedziałam, co do mnie czuje i już wtedy byłam pewna swoich uczuć co do niego.
- Max, ja chyba też Cię kocham - powiedziałam, po czym delikatnie się uśmiechnęłam.
- Ile bym dał, by ta słodka, różowa główka była moją różową główką - nasze twarze były coraz bliżej, bliżej.
- Nie wystarczy wiele, jeden dobry krok i można osiągnąć wszystko - odpowiedziałam. Chciałam tego, on też tego chciał. Moja twarz zbliżała się do jego, nasze usta lgnęły do siebie niczym pszczoła do różowego kwiatka. I się stało, pocałunek nie trwał długo, ale jak dla mnie to jedne z lepszych chwil, które udało mi się przeżyć, sekundy dłużyły się w nieskończoność. Zmieniając pozycję na wygodniejszą karton ze zdjęciami spadł z kolan Maxa i upadł na ziemię rozrzucając zdjęcia w odległe krańce salonu, ale wtedy nie bardzo nas to obchodziło. Jeszcze chwilę mogliśmy się cieszyć sobą, gdyż niespodziewanie przestraszył nas dzwonek do drzwi.

~...~

Tak, jest drugi. Trochę się nad nim męczyłam, trudno było mi wejść w skórę Jenny, by jak najbardziej realistycznie i emocjonalnie to wyszło, ale ocenę zostawiam Wam Miśki :*

Rozdział 1.

*ITS TIME TO DO OR DIEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!11 I WILL NEVER FORGET, THE MOMENT, THE MOMENT!!!!1*
- Fuck, kto dzwoni? - powiedziałam sobie. - Gdzie jest ten walony telefon?! AAAAA!! - dzwonek grał coraz głośniej, a ja dalej nie mogłam go znaleźć.
*I WILL NEVER FORGET, THE MOMENT. AND THE STORY GOES OOOOOOOOOOOOOOOOOOO-*
- Mam cię! Słucham? - spytałam do telefonu z nadzieją na usłyszenie dobrych wieści.
- Dzień dobrhy, czy dodzhwoniłem sieh do Jennhy Leto? - odezwał się głos w telefonie, po czym wybuchł głośnym śmiechem, co uniosło kąciki moich ust mocno w górę.
- Tak, przy telefonie - powiedziałam śmiejąc się.
- Wstałaś już? Zresztą, co ja się pytam, pewnie znowu zgubiłaś telefon i go szukałaś - westchnął Max, tak, tym głosem był mój przyjaciel.
- Nie, tym razem chciałam posłuchać Marsów.
- Spoko, ubieraj się i do szkoły, bo się spóźnisz na angielski! - karcił mnie Max. Tak.. Od jakiegoś czasu totalnie olałam angielski, ale i tak mam z niego 6, nauczycielka mnie lubi, a poza tym chodzę na wszystkie konkursy. Spojrzałam w stronę półki z nagrodami i dyplomami, które mnożą się w niewyobrażalnym tempie.
- No ale..
- Nie ma żadnego "ale". ubieraj się. Za 10 minut będę pod Twoim domem, buziaki - pożegnał się Max i rozłączył. W tym momencie do pokoju weszła dumna i miałcząca Cheetah.
- Co jest koteczku? Ty to masz fajnie, nic tylko leżysz i śpisz. Też bym tak chciała - powiedziałam głaszcząc moją kotkę. Potem wstałam z łóżka, otworzyłam szafę i westchnęłam głośno.
- Poddaję się, nie mam nic do ubrania - podeszłam do iPoda i wcisnęłam przycisk PLAY. Cały mój pokój i część domu wypełniła się rytmicznymi melodiami gitary i słodkim głosem Jareda. - Teraz mogę się ubierać - wzięłam kilka rzeczy z szafy i ubrałam, co dało taki efekt. Dzisiaj miałam zobaczyć Alice pierwszy raz od czasu wycieczki, na której była dwa tygodnie bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Zeszłam na dół zjeść śniadanie do melodii Bright Light, zrobiłam sobie kanapkę i zjadłam ją kilkoma kęsami. Myjąc zęby leciało w tle Up in The Air, kiedy usłyszałam znajomy klakson. Opłukałam usta, spojrzałam w lustro widząc moją twarz i burzę różowych włosów, uśmiechnęłam się ,pokazując ząbki, i pobiegłam do samochodu Maxa. 
- Lecimy dzisiaj do Galerii Sztuki* pośmiać się z kiepskich rzeźb i obrazów, idziesz z nami? - spytał, kiedy staliśmy na światłach.
- Musowo, może schowali już tą pannę, która wygląda jakby miała problemy z żołądkiem - powiedziałam, po czym razem z Maxem wpadliśmy w śmiech. - Mam dziś wolną chatę, wpada Al i będziemy oglądać koncerty Marsów, wpadasz?
- Nie wiem, nie jestem pewny, czy moje uszy wytrzymają wasze piski, krzyki i komplementy w stronę Jareda i czy moja koszulka wytrzyma darcie i wycieranie waszych łez szczęścia - powiedział, po czym uśmiechnął się tak szeroko jakby chciał mnie połknąć. Uświadamiając sobie, jaką mam w tej chwili minę, złapał mnie za rękę i złożył na niej delikatny pocałunek, co od razu przywróciło mój dobry nastrój. Wjeżdżaliśmy na parking, gdy ujrzałam znajomą sylwetkę i te dwukolorowe włosy, tak, to była Alice. Ledwo co zaparkowaliśmy, wyskoczyłam z auta i biegłam w stronę Al, kiedy to drogę zagrodziła mi Vicki. 
- Hej Różowa, co tam? - zapytała żując obleśnie gumę.
- Co Cię to obchodzi. Niech zgadnę, wcale Cię to nie obchodzi. Jeśli możesz zejdź mi z drogi to nie będzie problemów - uśmiechnęłam się do niej i już miałam  robić manewr wymijający, ale Vicki zrobiła krok w bok i nie mogłam przejść. - Chcesz coś jeszcze?
- Od Ciebie, skądże - powiedziała z pogardą, ale potem się rozglądnęła, podeszła bliżej, tak, że z łatwością mogłam poczuć jej perfumy, słodki smak czystego zła. - Słyszałam, że lubisz 30 Seconds To Mars?
- Hmm, tak, lubię, i co z tego?
- Akurat tak się złożyło, że tatuś kupił mi dwa bilety na tych cieniasów - ajć. Ostatnie słowo zabolało, wkurzyłam się wtedy na maksa. Na szczęście w porę złapał mnie Max, bo inaczej przyłożyłabym tej landrynie. - O, hej Maxiu. Co tam u Ciebie?
- Odwal się, Vicki - odparł Max, biorąc mnie na barana. - Cel, Alice!
- Yay! - powiedziałam takim słodkim głosikiem, że poczułam jak Maxowi miękną kolana, a potem zobaczyłam pod sobą jego śmiejącą się mordkę. - Narazka, Schmidt, buziaczki - powiedziałam wysyłając buziaka Vicki. Idąc w stronę Alice udawałam, że głowa Maxa to perkusja i zrobiłam mini koncert tylko dla nas dwóch. Podchodziliśmy już do Alice, zeszłam z barków Maxa, zakradłam się do dziewczyny i zakryłam jej oczy dłońmi.
- Kto tam? - zapytała z uśmiechem na ustach łapiąc moje dłonie. Jej melodyczny głos przyprawił mnie o zimne dreszcze, tak dawno go nie słyszałam. Odwróciła się i obie wpadłyśmy sobie w ręce. Max stał metr za mną i z uśmiechem patrzył na nas, jakby był dumnym ojcem.
- Al, nie ogarniesz jak ja się za Tobą stęskniłam. Musisz mi wszystko opowiedzieć co robiłaś, gdzie byłaś, wyglądasz bosko! - gadałam jak najęta do przyjaciółki a ona wpatrywała się we mnie ze śmiechem na ustach.
- Spokojnie, Jen, wszystkiego się dowiesz. Mam dla Ciebie niespodziankę, ale powiem Ci to później - powiedziała Alice, po czym mocno ją przytuliłam. 
Lekcje mijały bardzo szybko, pewnie dlatego, że cały czas Al mówiła mi gdzie była, co robiła. Razem z rodzicami wyjechali gdzieś na północ od Derby, bardzo daleko, jej rodzice mają tam dalekich znajomych, którym pomagali w przeprowadzce. Alice poznała tam dziewczynę o imieniu Dylan, jest w naszym wieku, pomagała w planowaniu jej nowego pokoju. Dowiedziała się też, że Dylan ma brata, który ma 19 lat, nazywa się Jake. Zwierzała się, że spodobał jej się od razu, ale nie ma pewności, czy z wzajemnością. Po lekcjach razem z Maxem poszliśmy do tego muzeum, bawiliśmy się świetnie udając z Al znawców sztuki. Tego mi brakowało.
- To co, wpadasz do mnie dzisiaj na noc? Czas na kolejną partyjkę Marsów. Dawno tego nie robiłyśmy - zapytałam Al, kiedy staliśmy na parkingu.
- Hmm, namówiłaś mnie - wyszczerzyła się brunetka. - Tylko nie wiem, czy dam radę się tak wydzierać jak zawsze, boję się, że stracę głos.
- Okay, jeszcze się zdzwonimy - powiedziałam żegnając się z Al. - Jedziemy, Max? Max. MAX!
- Co? - spytał zdezorientowany Max.
- Możemy już jechać? - odpowiedziałam patrząc na niego z troską w oczach.
- Tak, proszę, wsiadaj - odpowiedział otwierając mi drzwi. Uśmiechnęłam się do niego, wsiadł do samochodu i ruszyliśmy.
- O czym tak myślałeś? - spytałam po chwili patrząc w jego oczy.
- Nie, o niczym. Nic ważnego, na tyle ważnego, żebyś chciała wiedzieć, takie tam męskie sprawy. Nuda - wymigiwał się Max. Spojrzałam na niego moim morderczym wzrokiem, co od razu skłoniło go do gadania. - No dobra, myślę co Ci kupić na urodziny. Kończysz za niedługo 17 lat a ja kompletnie nie wiem co chciałabyś dostać.
- Aww, słodki jesteś - powiedziałam mierzwiąc mu delikatnie włosy. Uśmiechnął się nieśmiało, ale zauważyłam, że się nieco denerwuje. Przestałam to robić czując wstyd.
- Chyba jednak przyjdę dzisiaj do Ciebie, wezmę ze dwie koszulki i będziecie mogły w nie płakać ile chcecie - powiedział po ciągnących się w nieskończoność sekundach ciszy.
- To ja poproszę tą z Supermanem - powiedziałam uśmiechając się. - Al myślę, że będzie ładnie wyglądać w tej zielonej z Pigmanem.
- Załatwione, coś jeszcze sobie życzysz? - spytał zatrzymując się przed moim domem i spoglądając w moje oczy. Uśmiech znikł mi z twarzy, pojawiła się troska.
- Po prostu przyjdź i nie zamartwiaj się już moimi urodzinami. Znasz mnie na tyle, że wiesz, co chciałabym dostać najbardziej - powiedziałam ujmując jego dłoń w moje. - Pamiętaj, że jeżeli coś Cię dręczy to możesz mi powiedzieć
- Pamiętam.
- No - powiedziałam uśmiechając się. - A teraz zmykaj do domu, i może przynieś jakieś chipsy. 
Wyszłam z auta i czekałam aż odjedzie. Potem weszłam do domu, udałam się do swojego pokoju, torbę rzuciłam gdzieś w kąt i zasiadłam do laptopa. Jared dodał wpis na twittera.
- Och, Jared.. Dlaczego inni nie są tacy jak Ty? - powiedziałam patrząc się w monitor, po czym wstałam, włączyłam iPoda i przebrałam się w coś wygodniejszego. Poszłam do kuchni zrobić płatki z mlekiem. Potem rozsiadłam się na kanapie w salonie i włączyłam telewizor, by obejrzeć jakiś film. Usłyszałam trzask drzwi samochodowych i mimowolnie spojrzałam w stronę korytarza mając nadzieję, że zaraz do domu wejdzie pożądana osoba. Tą osobą był tata. Pracuje jako oficer i prowadzi różne akcje wojenne, obronne. Nie ma go dniami, tygodniami, miesiącami.. Strasznie się o niego boję, chociaż nie widuję go za często, nie wiem jak mogłabym sobie bez niego poradzić. Od czasu do czasu dzwoni, żeby się spytać co u mnie, ale rozmawiamy zazwyczaj krótko. Mama pracuje w jakiejś korporacji i w domu jest tylko w godzinach, kiedy jestem w szkole. Nie mam rodzeństwa i w od samotności pomaga mi uciec Cheetah i moim przyjaciele. Z tego zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Podbiegłam do nich i wstrzymując oddech szybko otworzyłam.
- Hej - powiedział Max podnosząc głowę. Ze smutkiem wypuściłam powietrze. Max trzymał w jednej ręce kwiaty, czerwone róże, a w drugiej torbę. Widząc mój ból wszedł szybko do mojego domu, położył kwiaty i torbę na stoliku do kawy. Ja nadal stałam przed otwartymi drzwiami, Max podszedł do mnie, wziął za rękę, zamknął drzwi i zaprowadził na kanapę. Kazał mi usiąść i poszedł do kuchni zrobić kakao, co zajęło mu mało czasu. Stojąc nade mną podał mi różowy kubek z napisem I ♥ 30STM a potem usiadł ze mną przytulając mnie od tyłu i kładąc głowę na moim barku.
- Co jest? - spytał. Słyszałam w jego głosie troskę. Bał się, że coś mi się stało. Przez to wszystko potrafiłam tylko zamknąć oczy i przegryźć wargę próbując powstrzymać łzę smutku, która chciała się pochwalić jak ładnie błyszczy w świetle lamp. 



~...~