- A czemu nie? - Max uśmiechnął się i patrzył na mnie jak na idiotkę.
- Wooo - przez chwilę nie mogłam ogarnąć co się dzieje i moje nieogarnięcie przerwała schodząca po schodach mama.
- Cześć Max - powiedziała wchodząc do kuchni.
- Dzień dobry - odpowiedział ucieszony brunet. - Jak ja pani dawno nie widziałem!
- Wiem. Jak było w szkole?
- Dobrze - powiedziałam prawie szeptem.
- Czemu tak wcześnie?
- Źle się poczułam.
- Taa, widzę jak się źle czujesz - powiedziała mama śmiejąc się do nas. - No dobra, dzieci, ja wam nie będę przeszkadzać, bawcie się dobrze robiąc to co robią ludzie w waszym wieku...
- Mamo!
- No co, ja przecież nic nie powiedziałam - powiedziała z udawanymi wyrzutami. - Nie ważne, spadam, do zobaczenia wieczorem!
- Pa! - krzyknęłam do odjeżdżającego samochodu. - Masz ochotę obejrzeć jakiś mecz?
- Wolę popatrzeć jak tańczą, szczególnie dziewczyny - powiedział unosząc jednoznacznie brew.
- Spadaj - zaśmiałam się uderzając go w ramię, po czym zabrałam się za robienie popcornu.
Usiedliśmy na kanapie oglądając zawody cheerleaderek i zajadając popcorn, gdy nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- To Alice - powiedziałam nie odrywając oczu od telewizora.
- Skąd wiesz? - zapytał Max patrząc się to na mnie, to na drzwi.
- Słyszysz? - spojrzałam na bruneta nadstawiając ucha, pukanie było melodyczne, dźwięk jak z Birth. Max dziwnie się na mnie spojrzał a ja zaczęłam nucić do rytmu pukania. Brunet dał znak, że pojął bezgłośnym "aaa". Wstałam i poszłam otworzyć drzwi.
- Tada! - krzyknęłam pokazując Al Maxowi.
- Medżik.
- Co wy robicie? - dziwiła się Alice.
- Oglądamy cheerleaderki, chcesz dołączyć? - zapytał Max klepiąc miejsce obok niego, na co zareagowałam patrząc na bruneta i mrużąc oczy. Wiedziałam, że robi to, aby mnie wkurzyć.
- No jasne, przyniosłam Twoją koszulkę - powiedziała Al wchodząc i rzucając ciuch prosto na twarz mojego chłopaka. - Skoczę tylko do łazienki, ok?
Dałam pozwolenie robiąc okejkę i podeszłam cicho do Maxa, którego głowa nadal była schowana pod koszulką. Usiadłam obok i zaczęłam powoli ją odkrywać.
- Bu! - krzyknął brunet i ja odkrzyknęłam równie głośnym "aa!" i zaczęłam się śmiać, co sprawiło uśmiech na twarzy Maxa.
- Kto się tak darł, myślałam, że tu jakaś rzeź się dzieje? - spytała Alice siadając na jej ulubionym fotelu. Jako odpowiedź uzyskała głośny śmiech wychodzący z moich i Maxa ust. Połowę dnia spędziliśmy na oglądaniu telewizji i rozmowie.
- I jak tam prace remontowe?
- Nic mi o tym nie mów, mam pełne ręce roboty.
- Nie potrzebujecie pomocy?
- A co? Jesteście chętni? - spytała Al. Razem z Maxem spojrzeliśmy na siebie prowadząc rozmowę pomiędzy naszymi oczami.
- Możemy pomóc - powiedziałam w końcu.
- Serio? Moglibyście wpaść jutro jakoś tak o 10 rano?
- No problema.
- To super - powiedziała, po czym wyjęła telefon. - Jake dzwoni. Słucham? Jestem u Jen. Teraz? Mmm, tak, myślę, że damy radę. OK, to za dwadzieścia minut. Pa.
- Co się dzieje?
- Idziemy na pizze z Dylan i Jake'iem.
- OK.
Wyłączyłam telewizor i wyszliśmy z domu.
- Hej, a gdzie Cheetah, dawno jej nie widziałam.
- Też nie wiem gdzie jest.
- Może poluje?
- Oby nie, nie chcę znowu spotkać w łóżku jakiejś myszy - odpowiedziałam śmiejąc się.
Dochodząc do pizzerii, było widać stojącą Dylan i jakiegoś chłopaka, to pewnie był Jake. Szczerze mówiąc całkiem niezły był. Max musiał to wyczuć, bo złapał mnie za rękę i przyciągnął bliżej siebie. Spojrzałam na niego z niezrozumieniem na twarzy.
- Kocham Cię - szepnął do mnie co wszystko wyjaśniło i wywołało mój uśmiech.
Dylan przywitała się z nami uściskiem, potem Max i ja zostaliśmy przedstawieni Jake'owi. Weszliśmy do pizzerii i zajęliśmy miejsca. Max siedział w rogu, obok niego ja, z drugiej strony usiadła Dylan. Obok mnie znajdowała się Alice i Jake. Stól był na tyle wysoki, że Max z łatwością mógł mnie objąć. Kiedy Jake z Alice poszli zamówić jedzenie a Dylan postanowiła zwiedzić łazienkę miałam krótką chwilę na rozmowę z Maxem.
- Hej, co się dzieje? Czyżbyś był zazdrosny?
- Ja? Nie - odpowiedział patrząc się na wiatrak na środku budynku.
- Nie, żebym tego nie chciała, ale wiesz, że kocham tylko Ciebie - w tym momencie spojrzał na mnie a ja dałam mu szybkiego buziaka.
Najpierw wrócili Jake z Alice oznajmiając, że pizza będzie za ok. 20 minut.
- A gdzie Dyl? - zapytała Alice wskazując na miejsce, na którym powinna się teraz znajdować brunetka.
- Poszła do łazienki - odpowiedziałam sucho.
Dylan przyszła idealnie z kelnerem niosącym pizze. Już z daleka można było wyczuć jak piękny zapach świeżego ciasta i dodatków miesza się z duszącą wonią jej perfum. Pomimo zamaskowania przez pizze doskonale rozpoznałam jakich perfum używa. Ja używam takich samych, tylko w mniejszej ilości. Usiadła i zaczęliśmy jeść. Jako, że chciałam zachować się chociaż raz jak porządny człowiek zjadłam tylko dwa kawałki pizzy, pomimo tego, że mój brzuch domagał się więcej. Po skończonym posiłku udaliśmy się paczką na przechadzkę po mieście, oprowadzaliśmy Dylan i Jake'a po wszystkich ważnych, dla nas, miejscach, sklepach, jadłodajniach itp. Zajęło nam to sporo czasu, po czym odprowadziliśmy przybyszów do ich remontowanego domu, Alice do jej gniazdka i udaliśmy się w stronę mojej oazy. Stojąc przy bramie dochodziła 22 a było jeszcze w miarę widno, doskonale widziałam twarz Maxa.
- Co jutro będziesz robiła?
- Jeszcze nie wiem, na pewno pójdziemy pomagać w remoncie i potem się zobaczy.
- Będę tęsknić.
- Ja już tęsknię - powiedziałam dając Maxowi buziaka na co odpowiedział długim pocałunkiem.
- Do zobaczenia jutro.
Weszłam do domu czując woń jedzenia, co nie działo się od bardzo dawna. Weszłam do kuchni i przywitałam się z mamą, która gotowała kolację. Zjedliśmy wymieniając się wspomnieniami z dzisiejszego dnia. Po udanej kolacji przebrałam się w pidżamę i położyłam się do łóżka sms'ując jeszcze z Alice i Maxem. Po tak wyczerpującym dla mnie dniu zasnęłam szybko.
~...~